Rekolektyw.pl logo.png

Mirosław Wlekły

 

Zgorszenie polskie

 

SPALENIE BOGA PERUNA

 

Obrażony: Adam Miauczyński z Nowego Sącza, rodzimowierca

 

W połowie lipca 2012 roku zdenerwowany Adam Miauczyński z Nowego Sącza pisze do prokuratury: „Zgłaszam przestępstwo ścigane z artykułu 196 Kodeksu karnego. Na filmie pod linkiem: http:///www.youtube.com/watch?v=Y3gVAwOKtS4 jest palony posąg bóstwa czczonego przeze mnie i trzy formalnie zarejestrowane związki wyznaniowe w Polsce (Związek Wyznaniowy Rodzima Wiara, Zachodniosłowiański Związek Wyznaniowy Słowiańska Wiara, Rodzimy Kościół Polski). To analogiczne, jak gdyby ktoś próbował «inscenizować» spalenie Biblii, krzyża czy figury przedstawiającej Jezusa”.

 

Oglądam nagranie: na filmie widać wojowników w dawnych słowiańskich strojach. Spacerują wokół spalanego w ognisku posągu i wykrzykują:

„Kto jeszcze nie wierzy?

 

Komu mało?

 

Nowa wiara!

 

W tym nasza przyszłość!”.

 

Atmosfera pikniku, wokół ludzie w letnich ubraniach robią sobie pamiątkowe zdjęcia, śmieją się dzieci. To ważne: gapie też zostaną oskarżeni o obrazę uczuć religijnych.

 

Film nakręcono 12 czerwca 2010 roku podczas VI Festiwalu Kultury Słowiańskiej i Cysterskiej w Lądzie. Festiwal organizowany jest od 2005 roku. Pięć lat później odbył się pod hasłem „Misje, kościoły i klasztory. W sobotę 12 czerwca 2010 roku o godzinie szesnastej na podgrodziu rozpoczęła się inscenizacja pod tytułem „Niech Bóg pokaże swoją siłę”, podczas której palono pogańskie posągi.

 

Dwa lata później Adam Miauczyński, lat 20, bezrobotny, kawaler, niekarany, zgłasza w tej sprawie ustne zawiadomienie do prokuratury. Na film w internecie natyka się przypadkiem. Nie jest jeszcze członkiem żadnego z rodzimowierczych związków, jednak zamierza do jednego z nich przystąpić.

 

Śledczym mówi: „Bóg Perun odpowiada ogólnie za burze i pioruny. Wierzę w to, że objawia się w postaci żywiołów. Z tego, co się orientuję, to w Polsce jest około tysiąca osób, które wyznają wiarę rodzimowierczą. Ja nie potrafię dużo powiedzieć na temat tej wiary, ponieważ stosunkowo niedawno zostałem rodzimowiercą, to znaczy kilka miesięcy temu [...]. Sądzę, że pomysłodawca tego palenia Peruna przyczynił się do tego, że moje uczucia religijne zostały obrażone. Pośrednio również osoby, które brały udział w inscenizacji, są winne obrazy moich uczuć religijnych, bo wcale nie musiały tego robić. Proszę sobie wyobrazić, jakby czuł się katolik, gdyby palony był krzyż. Ja to samo czuję, jak widzę, że palony jest posąg Peruna czy jakiegokolwiek innego bóstwa słowiańskiego”.

 

Dziesiątego sierpnia 2012 roku Komenda Miejska Policji w Nowym Sączu odmówiła wszczęcia dochodzenia w sprawie spalenia posągu Peruna wobec braku znamion czynu zabronionego.

 

CHRONIĆ TO, CO LUDZKIE

 

„Indywidualny przedmiot ochrony tego czynu zabronionego opisuje się również jako wolność od dyskomfortu psychicznego spowodowanego zachowaniami wyrażającymi brak szacunku dla wyznania pokrzywdzonego. Przedmiotem ochrony na żadnym poziomie ogólności nie jest cześć czy godność samego bóstwa [...], przedmiotem ochrony przepisu art. 196 Kodeksu karnego «nie jest to, co boskie, ale to, co ludzkie»”.

 

Magdalena Budyn-Kulik, Znieważanie uczuć religijnych – analiza dogmatyczna i praktyka ścigania, Instytut Wymiaru Sprawiedliwości

 

SIKANIE POD CHÓREM

 

Obrażony: Tomasz Grzelski z Bydgoszczy, kościelny

 

Łucjan Trzeciakowski mocz oddaje między ławkami, pod lewym chórem, w obecności około piętnastu osób. W sobotę 1 maja 2010 roku na porannej mszy świętej w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa na placu Piastowskim w Bydgoszczy.

Lat 24, kawaler, kilkakrotnie karany, z zawodu stolarz, bezrobotny, bezdomny, pomieszkujący na działce numer 53 ogródków działkowych przy ulicy Inowrocławskiej.

 

Do wejścia do kościoła zachęca go pięćdziesięcioczterolatek („Gdyż chciałem się pomodlić”), z którym wcześniej pił wódkę i piwo. Trzeciakowski zezna potem: „Na rondzie coś wypiliśmy [...]. Ja nie pamiętam ile, gdyż byłem jeszcze pijany, gdyż w nocy byłem na imprezie w lokalu [...]. Z uwagi na to, że byłem bardzo pijany, nie pamiętam, na której ławce usiadłem. Wiem jedynie, że chciało mi się siku. W związku z tym załatwiłem się na miejscu pod ławkę”.

 

Policję powiadamia Tomasz Grzelski, lat 36, kościelny: „Mężczyzna ten w moim odczuciu dokonał obrazy uczuć religijnych [...] i powinien ponieść karę”.

 

Nazajutrz Łucjan Trzeciakowski przyznaje się do znieważania miejsca przeznaczonego do publicznego wykonywania obrzędów religijnych.

Z parafialnej strony internetowej dowiaduję się, że kościelny Tomasz Grzelski jest „nad wyraz rzetelny i pracowity oraz znający się na rzeczy, a przy tym obdarzony dużą dozą poczucia humoru”. Wypytuję go pięć lat po tamtym zdarzeniu.

 

– Nie za ostro pan go potraktował? Facet pewnie był pijany w sztok, popuścił, może nie zrobił tego, by kogoś obrażać?

 

– To akurat było z premedytacją – nie ma wątpliwości Tomasz Grzelski. – Facet zaczepiał ludzi podczas mszy. A kiedy próbowałem go wyprowadzić z kościoła, to stwierdził, że się odleje. Przecież nie do każdego wypróżniania w kościele wołam policję.

 

– To jest ich więcej?! – dziwię się.

 

– Kościelnym jestem od osiemnastu lat i zdarzało się już wiele razy. Kilkakrotnie ktoś zesikał się do kropielnicy. Dwukrotnie zostawiano kał przed ołtarzem. Kościół jest otwarty przez cały dzień i w każdej chwili można wejść się pomodlić. Wchodzą nie tylko po to. Piją w kościelnych ławkach. Jedzą. Syf zostawiają taki, że ludzie nie są potem w stanie w ławce usiąść. Innym razem ktoś sprofanował stułę przewieszoną przez konfesjonał. Wypisał na niej trzy szóstki. W czasie mszy potrafi ą stać z dziesięć minut w nawie i wykrzykiwać: „Złodzieje, pedały!”. Zazwyczaj w dni powszednie, kiedy nie ma dużo ludzi. Bo w niedziele to zawsze znajdzie się ktoś, kto pomoże mi takich wyprowadzić.

 

– Niebezpieczna ta pana praca?

 

– Trudno zliczyć, ile razy musiałem wzywać policję. I nie chodzi tu tylko o obrażanie uczuć. Jakiś czas temu facet wpadł do zakrystii i chciał się bić. A inny przyszedł z siekierą i wykrzykiwał, że wszystkich zabije.

 

Sąd Rejonowy w Bydgoszczy skazał za obrazę uczuć religijnych Łucjana Trzeciakowskiego na karę ośmiu miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata i dozór kuratora sądowego. Ponad rok później, po tym jak doprowadził do obcowania płciowego i poddania się innej czynności seksualnej kobietę upośledzoną umysłowo, karę odwieszono.

 

UMYSŁY LUDZI

 

„Mam wrażenie, że w III RP postępuje powolne odejście od wartości, które uznaje zachodnia demokracja liberalna, to znaczy wolności słowa i wolności ekspresji artystycznej. Ta zmiana rodzi się jednak nie w systemie prawa, ale w umysłach i sercach ludzi”.

Agnieszka Holland, reżyserka, w czasie debaty „Kultury Liberalnej”, lipiec 2015

 

ZESZYT ZNALEZIONY W GARAŻU

 

Obrażony: Arkadiusz Kordek z Opola, były pracownik aresztu

 

Rysunki są sto dwadzieścia dwa. Prokuraturze dostarcza je na płycie Arkadiusz Kordek, lat 48, emerytowany kierownik działu penitencjarnego Aresztu Śledczego w Opolu.

 

W katalogu zatytułowanym Grafiki dyrektora Zakładu Karnego Opole znajdują się dziewięćdziesiąt cztery pliki.

 

Na rysunku numer 14: mężczyzna z penisem we wzwodzie długości stu dwóch centymetrów i podpisem „Janek i jego Rudy 102”.

 

Na rysunku numer 49: mężczyzna dźwigający monstrualnych rozmiarów jądra i podpis „Transport broni jądrowej”.

 

Na rysunku numer 84: kowboj uzbrojony w penisy zamiast pistoletów.

 

Drugi katalog ma tytuł KL (Konzentrationslager) i zawiera czternaście plików.

 

Na rysunku KL 1: z komina wydobywa się dym tworzący na niebie napis WESOŁYCH ŚWIĄT. I podpis: „Święta w Birkenau”.

 

Na rysunku 11: onanizująca się przed hitlerowcem kobieta i podpis „Ruch oporu”.

 

Trzeci katalog nosi nazwę Religia i też mieści czternaście skanów.

 

Na rysunku numer 1: „Z cyklu Biblia na nowo odczytana” – penis zwija się wokół drzewa niczym wąż, a sperma wytryskuje z niego wprost do ust stojącej pod drzewem nagiej kobiety. I podpis: „Kuszenie Ewy”. Na rysunku numer 11: z konfesjonału wystaje penis, co dwie stojące obok panie komentują: „To ten nowy wikary”.

 

Arkadiusz Kordek wyjaśnia, że na początku sierpnia 2012 roku przeglądał w swoim garażu papiery, które zabrał po zakończeniu pracy w areszcie. „Wśród tych materiałów znajdował się zeszyt wraz z rysunkami oraz tekstami, które zostały wykonane przez funkcjonariusza publicznego, obecnego dyrektora Zakładu Karnego w Opolu”.

 

W zeszycie Kordek znajduje swój studencki pseudonim „Jalu”, a także nazwiska: obecnej nauczycielki w szkole numer 21, profesora i doktora Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Opolskiego, a także pseudonim radnego Platformy Obywatelskiej.

 

„Skoro dowody te znalazły się u mnie w garażu, wśród moich materiałów, w czasie, w którym nie byłem w służbie, to najprawdopodobniej dostęp do nich miały osoba lub osoby trzecie. Uważam, że charakter pisma osoby, która stworzyła te dowody, jak i specyficzny charakter rysunków tej osoby wskazują w sposób jednoznaczny na jej autora, czyli pana [tu pada nazwisko dyrektora]. Przekonanie moje bierze się stąd, że w 2005 roku pan [znów nazwisko dyrektora] zajął drugie miejsce wśród funkcjonariuszy i pracowników Służby Więziennej w konkursie «Satyra poza krawędzią», gdzie wykonane przez niego inne rysunki są charakterystycznymi dla wniesionych dowodów oraz ich autora [...]. Zarówno zawarte we wniesionych dowodach teksty dotyczące mojej osoby, jak i symboli religijnych – krzyża i Jezusa Chrystusa – w mojej ocenie wskazują, że mogło dojść nie tylko do obrazy moich uczuć religijnych, lecz także być może także do obrazy uczuć religijnych innych osób”.

 

W toku śledztwa dyrektor więzienia w Opolu przyznaje się do wykonania zaledwie kilku rysunków (między innymi orła rozmawiającego z niemiecką wroną). Śledczym opowiada, że rysunki pochodzą z połowy lat osiemdziesiątych, powstawały na zajęciach wojskowych, na trzecim lub czwartym roku filologii polskiej w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Opolu. „Prowadziliśmy kilka zeszytów. Zabawa polegała na tym, że podczas mniej interesujących zajęć ktoś wyciągnął zeszyt i coś narysował, następnie podał dalej. Każdy z nas coś dorysowywał. Po tym, jak skończył się jeden zeszyt, zaczynaliśmy następny”.

 

Arkadiusz Kordek studiował na tym samym roku. Jak pamięta dyrektor więzienia, w czasie kiedy powstawały rysunki, przebywał jednak na urlopie dziekańskim. „Nie mogłem mieć na celu obrazy uczuć religijnych Arkadiusza Kordka, ponieważ nie było go w czasie tworzenia tych rysunków”.

 

Prokuratura Rejonowa w Kluczborku umorzyła dochodzenie. Stwierdziła, że „[...] rysunki te (w części wykonane przez dyrektora) nie były nigdy publikowane przez niego, powielane, ujawniane”. Dyrektor z Opola został jednak przez władze Służby Więziennej odwołany z funkcji.

 

WARA OD WIARY!

 

W 2012 roku Ruch Palikota zaproponował wykreślenie z Kodeksu karnego artykułu 196. Sejm odrzucił ten projekt. Przeciw wykreśleniu było 389 posłów Platformy Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego, Prawa i Sprawiedliwości, Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Solidarnej Polski. „Wara wam od mojej wiary” – komentował poseł SLD Romuald Ajchler.

 

MODLITWA PRZED MATEMATYKĄ

 

Obrażony: Karol Jabłoński z Golasowic

 

Modlitwa w szkole w liczących półtora tysiąca mieszkańców Golasowicach jest krótka i brzmi tak: Duchu Święty, który oświecasz serca i umysły nasze, dodaj nam ochoty i zdolności, aby ta nauka była dla nas z pożytkiem doczesnym i wiecznym.

 

Karol Jabłoński, lat 45, sztygar w Jastrzębskiej Spółce Węglowej, poskarżył się na nią Kuratorium Oświaty w Katowicach. A było tak:

 

– Żona jest katoliczką, praktykującą, chociaż ostatnio coraz mniej. Syn do niedawna był ministrantem. Przestał nim być, gdy proboszcz zaczął nas wytykać z ambony. Teraz jak idzie do kościoła, to w innej gminie. A ja jestem ateistą. Do Golasowic przeprowadziliśmy się jakiś czas temu, kupiliśmy działkę, wybudowaliśmy tu dom. Wieś jest mała, szybko się rozniosło, że nie chodzę do kościoła. Z początku śmialiśmy się z tego. Dyrektorka, kiedy widziała żonę pod kościołem, wskakiwała do jej samochodu, chwytała za rękę i zapewniała, że codziennie rano modli się za moje nawrócenie. O modlitwie na matematyce usłyszeliśmy gdzieś przypadkowo, ale nie chciało nam się w to wierzyć.

 

Przestało być śmiesznie, gdy przez telefon rozmawiałem z dyrektorką o przemocy w szkole. Przemoc z pewnością jest, niedawno podczas kontroli stwierdziło ją kuratorium

 

i wystawiło szkole najniższą możliwą ocenę. Zwracam się do dyrektorki, przecież ona jest biologiem, uczy przyrody, doskonale powinna rozumieć, że na korytarzach szkolnych często liczy się prawo silniejszego, i umieć rozwiązywać takie problemy. A ona mi na to: „Czekam na śmierć jak na randkę z ukochanym”. Myślałem, że zwariowała. Kilka dni później obdzwoniłem innych rodziców i przekonałem się, że modlitwa na matematyce jest naprawdę. Na stojąco. Syn to potwierdził, jakby nigdy nic, jakby to była część rachunków.

 

Modlitwę w szkole w Golasowicach odmawia się już od dwudziestu pięciu lat. Nie tylko przed matematyką, ale codziennie, przed rozpoczęciem zajęć. Została nawet uzgodniona z ewangelickim pastorem (bo jedna trzecia Golasowic to protestanci) i – jak twierdzi dyrektorka – nie są jej przeciwni także świadkowie Jehowy. A niewierzących dzieci w Golasowicach zdaniem dyrektorki nie ma wcale.

 

– A ja uważam, że to pranie mózgów małym dzieciom – oburza się Jabłoński. – Przez takie szkoły mamy teraz w Polsce to, co mamy. Modlenie się na religii rozumiem, ale na innych lekcjach to już przekroczenie granic. Katolik, nie katolik, wszyscy uczniowie muszą wstać i modlić się do Ducha Świętego. Rodzice nigdy nie protestowali, bo wolą się nie wychylać. Jak zawiadomiłem o tym kuratorium, to ksiądz z ambony opowiadał, że jestem arogancki i zły. Odsądzano mnie od czci w Radiu Maryja. Musiałem monitoring założyć, bo nasz dom obrzucają jajkami, podrzucają różne rzeczy. Sąsiad opowiada, że żałuje, iż sprzedał mi ziemię.

 

Jak już brakowało argumentów, dyrektorka wytoczyła naszemu synowi sprawę w sądzie, zarzucając demoralizację. Sprawę sąd oczywiście umorzył, a nauczyciele w nowej szkole chwalą syna i zapewniają, że nie ma z nim żadnych problemów.

 

Tak, obrażono moje uczucia. Bo każdy może się modlić. Ale na lekcjach matematyki? W świeckiej szkole? Po co dzieciakom prać mózgi? Po co iść jeszcze krok, dwa dalej, skoro już w szkole prowadzone są lekcje religii? Żeby później wychowankowie takich szkół obrzucali jajkami domy ludzi inaczej od nich myślących?

 

Społeczeństwo i tak już się za bardzo zradykalizowało. Niektórych znam od dwudziestu, trzydziestu lat i dopiero Teraz, widząc, jaką nienawiścią zieją na fejsbuku, poznaję ich naprawdę.

 

Kuratorium nie zabroniło odmawiania modlitwy w szkole w Golasowicach. Pod warunkiem że będzie się to odbywać przed lekcjami. Teraz uczniowie modlą się do Ducha Świętego o godzinie 7.59.

 

 

NIEWIERZĄCY NIE MAJĄ UCZUĆ RELIGIJNYCH

 

Jesienią 2015 roku Trybunał Konstytucyjny, odpowiadając na skargę prawników Dody, uznał, że artykuł 196 Kodeksu karnego to ingerencja w wolność słowa, ale uprawniona. Nie narusza bowiem istoty wolności słowa i debaty publicznej, bo ta nie polega na obrażaniu czy okazywaniu pogardy. Można negować istnienie Boga, byle nie w sposób znieważający. Trybunał nie zgodził się z zarzutem, że przepis dyskryminuje niewierzących. W końcu dotyczy tylko uczuć religijnych, których przecież niewierzący nie mają.

 

 

CHRYSTUS SZALIKOWIEC

 

Obrażony: ksiądz Sławomir Zapłacki ze Świebodzina

 

W zimowy deszczowy dzień, gdy zajeżdżam do Świebodzina, Jezus Chrystus Król Wszechświata jest szary, jak szare bywa grudniowe niebo. Ale w tamtą, choć mglistą noc barw dodaje mu żółto-biało-zielony szalik Falubazu Zielona Góra.

 

Jest 1 października 2011 roku, noc poprzedzająca finał żużlowej ligi. Szalik ma czterdzieści metrów długości, cztery metry szerokości i waży pięćdziesiąt kilogramów. Podobno uszyło go kółko gospodyń, a ściągać z Chrystusa będzie straż pożarna.

 

W sobotę około godziny dwudziestej trzeciej Zbigniew G., stróż pilnujący budowy, na której stoi figura, po wypiciu pół litra wódki Soplica (nazajutrz o godzinie dwunastej trzydzieści badanie alkoholu w wydychanym powietrzu wykaże 0,88 mg/dm3), jak sam potem stwierdzi – niespodziewanie zasypia (obudzi się dopiero rano), a nieznani mu (choć to z nimi spożywał wódkę, rozmawiając o rzeźbach) sprawcy w wieku dwudziestu–dwudziestu pięciu lat włamują się do pomnika, wdrapują na głowę Chrystusa i wieszają szal.

 

– Pięknie wykonany, równo zszyty, misterna robota – powie potem dziennikarzom jeden z prokuratorów.

 

Prokuraturę zawiadamia Sławomir Zapłacki, emerytowany ksiądz z parafii Miłosierdzia Bożego w Świebodzinie. To on był pomysłodawcą budowy pomnika. Chciał, by przypominał pomnik Chrystusa Odkupiciela w Rio de Janeiro. Ten w Świebodzinie jest najwyższą rzeźbą przedstawiającą Chrystusa na świecie.

 

Podobnie jak największy, w końcu dostał się do finału ligi – myśleli pewnie pomysłodawcy zawieszenia szalika – jest ich klub.

 

Ksiądz wnosi o ściganie i skazanie sprawców czynu, nie tylko dlatego że uszkodzili drzwi wejściowe do figury pomnika Chrystusa (szkoda: tysiąc złotych), lecz także bo „czyn powieszenia szala obraża uczucia religijne wierzących”.

 

Tamtej nocy kibice fotografują szarego Chrystusa w kolorowym szaliku Falubazu i wysyłają sobie zdjęcia z życzeniem: „Niech Pan tego dnia prowadzi nas do zwycięstwa“. Falubaz wygrywa 52:38 z Unią Leszno i zdobywa mistrzostwo Polski.

 

Stowarzyszenie kibiców twierdzi, że fani Falubazu nie chcieli nikogo obrazić, i wpłacają parafii tysiąc złotych.

 

Prokuratura postanawia zniszczyć dowód rzeczowy. Walczą o niego kibice (chcą go zlicytować, a pieniądze przeznaczyć na leczenie chorego kolegi), chce go nawet Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie (na wystawę poświęconą przejawom narodowego i lokalnego patriotyzmu). W obronie szalika staje Robert Dowhan, senator PO i prezes Falubazu – proponuje, by pieniądze z jego sprzedaży przeznaczyć na zbożny cel. Mówi, że na szaliku nie było żadnych haseł, które mogłyby wprawić choćby w zakłopotanie, a na mecze Falubazu przychodzą księża w klubowych szalikach i nikogo to nie obraża.

 

Przeciwny jest Władysław Komarnicki, prezes konkurencyjnej Stali Gorzów. Grzmi, że szalik należy spalić, bo jest dowodem profanacji.

 

W kwietniu 2012 roku wobec niewykrycia sprawców Prokuratura Rejonowa w Świebodzinie umorzyła sprawę obrazy uczuć religijnych, ale „mając na uwadze fakt, iż przedmiotowy szalik służył do popełnienia przestępstwa z artykułu 196 Kodeksu karnego”, zdecydowała, iż dowód należy przechować w depozycie do momentu przedawnienia karalności czynu. Ksiądz Sławomir Zapłacki zmarł w 2014 roku, w wieku osiemdziesięciu jeden lat. Jego serce, zgodnie z ostatnią wolą, spoczęło pod figurą Chrystusa.

 

Imiona i nazwiska niektórych bohaterów zmieniłem.

 

 

 

 

 

 

 

EN

PL

 

Stowarzyszenie Reporterów - Rekolektyw.pl - 2016

Rekolektyw.pl logo.png

Mirosław Wlekły

 

Zgorszenie polskie

 

SPALENIE BOGA PERUNA

 

Obrażony: Adam Miauczyński z Nowego Sącza, rodzimowierca

 

W połowie lipca 2012 roku zdenerwowany Adam Miauczyński z Nowego Sącza pisze do prokuratury: „Zgłaszam przestępstwo ścigane z artykułu 196 Kodeksu karnego. Na filmie pod linkiem: http:///www.youtube.com/watch?v=Y3gVAwOKtS4 jest palony posąg bóstwa czczonego przeze mnie i trzy formalnie zarejestrowane związki wyznaniowe w Polsce (Związek Wyznaniowy Rodzima Wiara, Zachodniosłowiański Związek Wyznaniowy Słowiańska Wiara, Rodzimy Kościół Polski). To analogiczne, jak gdyby ktoś próbował «inscenizować» spalenie Biblii, krzyża czy figury przedstawiającej Jezusa”.

 

Oglądam nagranie: na filmie widać wojowników w dawnych słowiańskich strojach. Spacerują wokół spalanego w ognisku posągu i wykrzykują:

„Kto jeszcze nie wierzy?

 

Komu mało?

 

Nowa wiara!

 

W tym nasza przyszłość!”.

 

Atmosfera pikniku, wokół ludzie w letnich ubraniach robią sobie pamiątkowe zdjęcia, śmieją się dzieci. To ważne: gapie też zostaną oskarżeni o obrazę uczuć religijnych.

 

Film nakręcono 12 czerwca 2010 roku podczas VI Festiwalu Kultury Słowiańskiej i Cysterskiej w Lądzie. Festiwal organizowany jest od 2005 roku. Pięć lat później odbył się pod hasłem „Misje, kościoły i klasztory. W sobotę 12 czerwca 2010 roku o godzinie szesnastej na podgrodziu rozpoczęła się inscenizacja pod tytułem „Niech Bóg pokaże swoją siłę”, podczas której palono pogańskie posągi.

 

Dwa lata później Adam Miauczyński, lat 20, bezrobotny, kawaler, niekarany, zgłasza w tej sprawie ustne zawiadomienie do prokuratury. Na film w internecie natyka się przypadkiem. Nie jest jeszcze członkiem żadnego z rodzimowierczych związków, jednak zamierza do jednego z nich przystąpić.

 

Śledczym mówi: „Bóg Perun odpowiada ogólnie za burze i pioruny. Wierzę w to, że objawia się w postaci żywiołów. Z tego, co się orientuję, to w Polsce jest około tysiąca osób, które wyznają wiarę rodzimowierczą. Ja nie potrafię dużo powiedzieć na temat tej wiary, ponieważ stosunkowo niedawno zostałem rodzimowiercą, to znaczy kilka miesięcy temu [...]. Sądzę, że pomysłodawca tego palenia Peruna przyczynił się do tego, że moje uczucia religijne zostały obrażone. Pośrednio również osoby, które brały udział w inscenizacji, są winne obrazy moich uczuć religijnych, bo wcale nie musiały tego robić. Proszę sobie wyobrazić, jakby czuł się katolik, gdyby palony był krzyż. Ja to samo czuję, jak widzę, że palony jest posąg Peruna czy jakiegokolwiek innego bóstwa słowiańskiego”.

 

Dziesiątego sierpnia 2012 roku Komenda Miejska Policji w Nowym Sączu odmówiła wszczęcia dochodzenia w sprawie spalenia posągu Peruna wobec braku znamion czynu zabronionego.

 

CHRONIĆ TO, CO LUDZKIE

 

„Indywidualny przedmiot ochrony tego czynu zabronionego opisuje się również jako wolność od dyskomfortu psychicznego spowodowanego zachowaniami wyrażającymi brak szacunku dla wyznania pokrzywdzonego. Przedmiotem ochrony na żadnym poziomie ogólności nie jest cześć czy godność samego bóstwa [...], przedmiotem ochrony przepisu art. 196 Kodeksu karnego «nie jest to, co boskie, ale to, co ludzkie»”.

 

Magdalena Budyn-Kulik, Znieważanie uczuć religijnych – analiza dogmatyczna i praktyka ścigania, Instytut Wymiaru Sprawiedliwości

 

SIKANIE POD CHÓREM

 

Obrażony: Tomasz Grzelski z Bydgoszczy, kościelny

 

Łucjan Trzeciakowski mocz oddaje między ławkami, pod lewym chórem, w obecności około piętnastu osób. W sobotę 1 maja 2010 roku na porannej mszy świętej w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa na placu Piastowskim w Bydgoszczy.

Lat 24, kawaler, kilkakrotnie karany, z zawodu stolarz, bezrobotny, bezdomny, pomieszkujący na działce numer 53 ogródków działkowych przy ulicy Inowrocławskiej.

 

Do wejścia do kościoła zachęca go pięćdziesięcioczterolatek („Gdyż chciałem się pomodlić”), z którym wcześniej pił wódkę i piwo. Trzeciakowski zezna potem: „Na rondzie coś wypiliśmy [...]. Ja nie pamiętam ile, gdyż byłem jeszcze pijany, gdyż w nocy byłem na imprezie w lokalu [...]. Z uwagi na to, że byłem bardzo pijany, nie pamiętam, na której ławce usiadłem. Wiem jedynie, że chciało mi się siku. W związku z tym załatwiłem się na miejscu pod ławkę”.

 

Policję powiadamia Tomasz Grzelski, lat 36, kościelny: „Mężczyzna ten w moim odczuciu dokonał obrazy uczuć religijnych [...] i powinien ponieść karę”.

 

Nazajutrz Łucjan Trzeciakowski przyznaje się do znieważania miejsca przeznaczonego do publicznego wykonywania obrzędów religijnych.

Z parafialnej strony internetowej dowiaduję się, że kościelny Tomasz Grzelski jest „nad wyraz rzetelny i pracowity oraz znający się na rzeczy, a przy tym obdarzony dużą dozą poczucia humoru”. Wypytuję go pięć lat po tamtym zdarzeniu.

 

– Nie za ostro pan go potraktował? Facet pewnie był pijany w sztok, popuścił, może nie zrobił tego, by kogoś obrażać?

 

– To akurat było z premedytacją – nie ma wątpliwości Tomasz Grzelski. – Facet zaczepiał ludzi podczas mszy. A kiedy próbowałem go wyprowadzić z kościoła, to stwierdził, że się odleje. Przecież nie do każdego wypróżniania w kościele wołam policję.

 

– To jest ich więcej?! – dziwię się.

 

– Kościelnym jestem od osiemnastu lat i zdarzało się już wiele razy. Kilkakrotnie ktoś zesikał się do kropielnicy. Dwukrotnie zostawiano kał przed ołtarzem. Kościół jest otwarty przez cały dzień i w każdej chwili można wejść się pomodlić. Wchodzą nie tylko po to. Piją w kościelnych ławkach. Jedzą. Syf zostawiają taki, że ludzie nie są potem w stanie w ławce usiąść. Innym razem ktoś sprofanował stułę przewieszoną przez konfesjonał. Wypisał na niej trzy szóstki. W czasie mszy potrafi ą stać z dziesięć minut w nawie i wykrzykiwać: „Złodzieje, pedały!”. Zazwyczaj w dni powszednie, kiedy nie ma dużo ludzi. Bo w niedziele to zawsze znajdzie się ktoś, kto pomoże mi takich wyprowadzić.

 

– Niebezpieczna ta pana praca?

 

– Trudno zliczyć, ile razy musiałem wzywać policję. I nie chodzi tu tylko o obrażanie uczuć. Jakiś czas temu facet wpadł do zakrystii i chciał się bić. A inny przyszedł z siekierą i wykrzykiwał, że wszystkich zabije.

 

Sąd Rejonowy w Bydgoszczy skazał za obrazę uczuć religijnych Łucjana Trzeciakowskiego na karę ośmiu miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata i dozór kuratora sądowego. Ponad rok później, po tym jak doprowadził do obcowania płciowego i poddania się innej czynności seksualnej kobietę upośledzoną umysłowo, karę odwieszono.

 

UMYSŁY LUDZI

 

„Mam wrażenie, że w III RP postępuje powolne odejście od wartości, które uznaje zachodnia demokracja liberalna, to znaczy wolności słowa i wolności ekspresji artystycznej. Ta zmiana rodzi się jednak nie w systemie prawa, ale w umysłach i sercach ludzi”.

Agnieszka Holland, reżyserka, w czasie debaty „Kultury Liberalnej”, lipiec 2015

 

ZESZYT ZNALEZIONY W GARAŻU

 

Obrażony: Arkadiusz Kordek z Opola, były pracownik aresztu

 

Rysunki są sto dwadzieścia dwa. Prokuraturze dostarcza je na płycie Arkadiusz Kordek, lat 48, emerytowany kierownik działu penitencjarnego Aresztu Śledczego w Opolu.

 

W katalogu zatytułowanym Grafiki dyrektora Zakładu Karnego Opole znajdują się dziewięćdziesiąt cztery pliki.

 

Na rysunku numer 14: mężczyzna z penisem we wzwodzie długości stu dwóch centymetrów i podpisem „Janek i jego Rudy 102”.

 

Na rysunku numer 49: mężczyzna dźwigający monstrualnych rozmiarów jądra i podpis „Transport broni jądrowej”.

 

Na rysunku numer 84: kowboj uzbrojony w penisy zamiast pistoletów.

 

Drugi katalog ma tytuł KL (Konzentrationslager) i zawiera czternaście plików.

 

Na rysunku KL 1: z komina wydobywa się dym tworzący na niebie napis WESOŁYCH ŚWIĄT. I podpis: „Święta w Birkenau”.

 

Na rysunku 11: onanizująca się przed hitlerowcem kobieta i podpis „Ruch oporu”.

 

Trzeci katalog nosi nazwę Religia i też mieści czternaście skanów.

 

Na rysunku numer 1: „Z cyklu Biblia na nowo odczytana” – penis zwija się wokół drzewa niczym wąż, a sperma wytryskuje z niego wprost do ust stojącej pod drzewem nagiej kobiety. I podpis: „Kuszenie Ewy”. Na rysunku numer 11: z konfesjonału wystaje penis, co dwie stojące obok panie komentują: „To ten nowy wikary”.

 

Arkadiusz Kordek wyjaśnia, że na początku sierpnia 2012 roku przeglądał w swoim garażu papiery, które zabrał po zakończeniu pracy w areszcie. „Wśród tych materiałów znajdował się zeszyt wraz z rysunkami oraz tekstami, które zostały wykonane przez funkcjonariusza publicznego, obecnego dyrektora Zakładu Karnego w Opolu”.

 

W zeszycie Kordek znajduje swój studencki pseudonim „Jalu”, a także nazwiska: obecnej nauczycielki w szkole numer 21, profesora i doktora Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Opolskiego, a także pseudonim radnego Platformy Obywatelskiej.

 

„Skoro dowody te znalazły się u mnie w garażu, wśród moich materiałów, w czasie, w którym nie byłem w służbie, to najprawdopodobniej dostęp do nich miały osoba lub osoby trzecie. Uważam, że charakter pisma osoby, która stworzyła te dowody, jak i specyficzny charakter rysunków tej osoby wskazują w sposób jednoznaczny na jej autora, czyli pana [tu pada nazwisko dyrektora]. Przekonanie moje bierze się stąd, że w 2005 roku pan [znów nazwisko dyrektora] zajął drugie miejsce wśród funkcjonariuszy i pracowników Służby Więziennej w konkursie «Satyra poza krawędzią», gdzie wykonane przez niego inne rysunki są charakterystycznymi dla wniesionych dowodów oraz ich autora [...]. Zarówno zawarte we wniesionych dowodach teksty dotyczące mojej osoby, jak i symboli religijnych – krzyża i Jezusa Chrystusa – w mojej ocenie wskazują, że mogło dojść nie tylko do obrazy moich uczuć religijnych, lecz także być może także do obrazy uczuć religijnych innych osób”.

 

W toku śledztwa dyrektor więzienia w Opolu przyznaje się do wykonania zaledwie kilku rysunków (między innymi orła rozmawiającego z niemiecką wroną). Śledczym opowiada, że rysunki pochodzą z połowy lat osiemdziesiątych, powstawały na zajęciach wojskowych, na trzecim lub czwartym roku filologii polskiej w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Opolu. „Prowadziliśmy kilka zeszytów. Zabawa polegała na tym, że podczas mniej interesujących zajęć ktoś wyciągnął zeszyt i coś narysował, następnie podał dalej. Każdy z nas coś dorysowywał. Po tym, jak skończył się jeden zeszyt, zaczynaliśmy następny”.

 

Arkadiusz Kordek studiował na tym samym roku. Jak pamięta dyrektor więzienia, w czasie kiedy powstawały rysunki, przebywał jednak na urlopie dziekańskim. „Nie mogłem mieć na celu obrazy uczuć religijnych Arkadiusza Kordka, ponieważ nie było go w czasie tworzenia tych rysunków”.

 

Prokuratura Rejonowa w Kluczborku umorzyła dochodzenie. Stwierdziła, że „[...] rysunki te (w części wykonane przez dyrektora) nie były nigdy publikowane przez niego, powielane, ujawniane”. Dyrektor z Opola został jednak przez władze Służby Więziennej odwołany z funkcji.

 

WARA OD WIARY!

 

W 2012 roku Ruch Palikota zaproponował wykreślenie z Kodeksu karnego artykułu 196. Sejm odrzucił ten projekt. Przeciw wykreśleniu było 389 posłów Platformy Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego, Prawa i Sprawiedliwości, Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Solidarnej Polski. „Wara wam od mojej wiary” – komentował poseł SLD Romuald Ajchler.

 

MODLITWA PRZED MATEMATYKĄ

 

Obrażony: Karol Jabłoński z Golasowic

 

Modlitwa w szkole w liczących półtora tysiąca mieszkańców Golasowicach jest krótka i brzmi tak: Duchu Święty, który oświecasz serca i umysły nasze, dodaj nam ochoty i zdolności, aby ta nauka była dla nas z pożytkiem doczesnym i wiecznym.

 

Karol Jabłoński, lat 45, sztygar w Jastrzębskiej Spółce Węglowej, poskarżył się na nią Kuratorium Oświaty w Katowicach. A było tak:

 

– Żona jest katoliczką, praktykującą, chociaż ostatnio coraz mniej. Syn do niedawna był ministrantem. Przestał nim być, gdy proboszcz zaczął nas wytykać z ambony. Teraz jak idzie do kościoła, to w innej gminie. A ja jestem ateistą. Do Golasowic przeprowadziliśmy się jakiś czas temu, kupiliśmy działkę, wybudowaliśmy tu dom. Wieś jest mała, szybko się rozniosło, że nie chodzę do kościoła. Z początku śmialiśmy się z tego. Dyrektorka, kiedy widziała żonę pod kościołem, wskakiwała do jej samochodu, chwytała za rękę i zapewniała, że codziennie rano modli się za moje nawrócenie. O modlitwie na matematyce usłyszeliśmy gdzieś przypadkowo, ale nie chciało nam się w to wierzyć.

 

Przestało być śmiesznie, gdy przez telefon rozmawiałem z dyrektorką o przemocy w szkole. Przemoc z pewnością jest, niedawno podczas kontroli stwierdziło ją kuratorium

 

i wystawiło szkole najniższą możliwą ocenę. Zwracam się do dyrektorki, przecież ona jest biologiem, uczy przyrody, doskonale powinna rozumieć, że na korytarzach szkolnych często liczy się prawo silniejszego, i umieć rozwiązywać takie problemy. A ona mi na to: „Czekam na śmierć jak na randkę z ukochanym”. Myślałem, że zwariowała. Kilka dni później obdzwoniłem innych rodziców i przekonałem się, że modlitwa na matematyce jest naprawdę. Na stojąco. Syn to potwierdził, jakby nigdy nic, jakby to była część rachunków.

 

Modlitwę w szkole w Golasowicach odmawia się już od dwudziestu pięciu lat. Nie tylko przed matematyką, ale codziennie, przed rozpoczęciem zajęć. Została nawet uzgodniona z ewangelickim pastorem (bo jedna trzecia Golasowic to protestanci) i – jak twierdzi dyrektorka – nie są jej przeciwni także świadkowie Jehowy. A niewierzących dzieci w Golasowicach zdaniem dyrektorki nie ma wcale.

 

– A ja uważam, że to pranie mózgów małym dzieciom – oburza się Jabłoński. – Przez takie szkoły mamy teraz w Polsce to, co mamy. Modlenie się na religii rozumiem, ale na innych lekcjach to już przekroczenie granic. Katolik, nie katolik, wszyscy uczniowie muszą wstać i modlić się do Ducha Świętego. Rodzice nigdy nie protestowali, bo wolą się nie wychylać. Jak zawiadomiłem o tym kuratorium, to ksiądz z ambony opowiadał, że jestem arogancki i zły. Odsądzano mnie od czci w Radiu Maryja. Musiałem monitoring założyć, bo nasz dom obrzucają jajkami, podrzucają różne rzeczy. Sąsiad opowiada, że żałuje, iż sprzedał mi ziemię.

 

Jak już brakowało argumentów, dyrektorka wytoczyła naszemu synowi sprawę w sądzie, zarzucając demoralizację. Sprawę sąd oczywiście umorzył, a nauczyciele w nowej szkole chwalą syna i zapewniają, że nie ma z nim żadnych problemów.

 

Tak, obrażono moje uczucia. Bo każdy może się modlić. Ale na lekcjach matematyki? W świeckiej szkole? Po co dzieciakom prać mózgi? Po co iść jeszcze krok, dwa dalej, skoro już w szkole prowadzone są lekcje religii? Żeby później wychowankowie takich szkół obrzucali jajkami domy ludzi inaczej od nich myślących?

 

Społeczeństwo i tak już się za bardzo zradykalizowało. Niektórych znam od dwudziestu, trzydziestu lat i dopiero Teraz, widząc, jaką nienawiścią zieją na fejsbuku, poznaję ich naprawdę.

 

Kuratorium nie zabroniło odmawiania modlitwy w szkole w Golasowicach. Pod warunkiem że będzie się to odbywać przed lekcjami. Teraz uczniowie modlą się do Ducha Świętego o godzinie 7.59.

 

 

NIEWIERZĄCY NIE MAJĄ UCZUĆ RELIGIJNYCH

 

Jesienią 2015 roku Trybunał Konstytucyjny, odpowiadając na skargę prawników Dody, uznał, że artykuł 196 Kodeksu karnego to ingerencja w wolność słowa, ale uprawniona. Nie narusza bowiem istoty wolności słowa i debaty publicznej, bo ta nie polega na obrażaniu czy okazywaniu pogardy. Można negować istnienie Boga, byle nie w sposób znieważający. Trybunał nie zgodził się z zarzutem, że przepis dyskryminuje niewierzących. W końcu dotyczy tylko uczuć religijnych, których przecież niewierzący nie mają.

 

 

CHRYSTUS SZALIKOWIEC

 

Obrażony: ksiądz Sławomir Zapłacki ze Świebodzina

 

W zimowy deszczowy dzień, gdy zajeżdżam do Świebodzina, Jezus Chrystus Król Wszechświata jest szary, jak szare bywa grudniowe niebo. Ale w tamtą, choć mglistą noc barw dodaje mu żółto-biało-zielony szalik Falubazu Zielona Góra.

 

Jest 1 października 2011 roku, noc poprzedzająca finał żużlowej ligi. Szalik ma czterdzieści metrów długości, cztery metry szerokości i waży pięćdziesiąt kilogramów. Podobno uszyło go kółko gospodyń, a ściągać z Chrystusa będzie straż pożarna.

 

W sobotę około godziny dwudziestej trzeciej Zbigniew G., stróż pilnujący budowy, na której stoi figura, po wypiciu pół litra wódki Soplica (nazajutrz o godzinie dwunastej trzydzieści badanie alkoholu w wydychanym powietrzu wykaże 0,88 mg/dm3), jak sam potem stwierdzi – niespodziewanie zasypia (obudzi się dopiero rano), a nieznani mu (choć to z nimi spożywał wódkę, rozmawiając o rzeźbach) sprawcy w wieku dwudziestu–dwudziestu pięciu lat włamują się do pomnika, wdrapują na głowę Chrystusa i wieszają szal.

 

– Pięknie wykonany, równo zszyty, misterna robota – powie potem dziennikarzom jeden z prokuratorów.

 

Prokuraturę zawiadamia Sławomir Zapłacki, emerytowany ksiądz z parafii Miłosierdzia Bożego w Świebodzinie. To on był pomysłodawcą budowy pomnika. Chciał, by przypominał pomnik Chrystusa Odkupiciela w Rio de Janeiro. Ten w Świebodzinie jest najwyższą rzeźbą przedstawiającą Chrystusa na świecie.

 

Podobnie jak największy, w końcu dostał się do finału ligi – myśleli pewnie pomysłodawcy zawieszenia szalika – jest ich klub.

 

Ksiądz wnosi o ściganie i skazanie sprawców czynu, nie tylko dlatego że uszkodzili drzwi wejściowe do figury pomnika Chrystusa (szkoda: tysiąc złotych), lecz także bo „czyn powieszenia szala obraża uczucia religijne wierzących”.

 

Tamtej nocy kibice fotografują szarego Chrystusa w kolorowym szaliku Falubazu i wysyłają sobie zdjęcia z życzeniem: „Niech Pan tego dnia prowadzi nas do zwycięstwa“. Falubaz wygrywa 52:38 z Unią Leszno i zdobywa mistrzostwo Polski.

 

Stowarzyszenie kibiców twierdzi, że fani Falubazu nie chcieli nikogo obrazić, i wpłacają parafii tysiąc złotych.

 

Prokuratura postanawia zniszczyć dowód rzeczowy. Walczą o niego kibice (chcą go zlicytować, a pieniądze przeznaczyć na leczenie chorego kolegi), chce go nawet Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie (na wystawę poświęconą przejawom narodowego i lokalnego patriotyzmu). W obronie szalika staje Robert Dowhan, senator PO i prezes Falubazu – proponuje, by pieniądze z jego sprzedaży przeznaczyć na zbożny cel. Mówi, że na szaliku nie było żadnych haseł, które mogłyby wprawić choćby w zakłopotanie, a na mecze Falubazu przychodzą księża w klubowych szalikach i nikogo to nie obraża.

 

Przeciwny jest Władysław Komarnicki, prezes konkurencyjnej Stali Gorzów. Grzmi, że szalik należy spalić, bo jest dowodem profanacji.

 

W kwietniu 2012 roku wobec niewykrycia sprawców Prokuratura Rejonowa w Świebodzinie umorzyła sprawę obrazy uczuć religijnych, ale „mając na uwadze fakt, iż przedmiotowy szalik służył do popełnienia przestępstwa z artykułu 196 Kodeksu karnego”, zdecydowała, iż dowód należy przechować w depozycie do momentu przedawnienia karalności czynu. Ksiądz Sławomir Zapłacki zmarł w 2014 roku, w wieku osiemdziesięciu jeden lat. Jego serce, zgodnie z ostatnią wolą, spoczęło pod figurą Chrystusa.

 

Imiona i nazwiska niektórych bohaterów zmieniłem.

 

 

 

 

 

 

 

Mirosław Wlekły

 

Zgorszenie polskie

 

SPALENIE BOGA PERUNA

 

Obrażony: Adam Miauczyński z Nowego Sącza, rodzimowierca

 

W połowie lipca 2012 roku zdenerwowany Adam Miauczyński z Nowego Sącza pisze do prokuratury: „Zgłaszam przestępstwo ścigane z artykułu 196 Kodeksu karnego. Na filmie pod linkiem: http:///www.youtube.com/watch?v=Y3gVAwOKtS4 jest palony posąg bóstwa czczonego przeze mnie i trzy formalnie zarejestrowane związki wyznaniowe w Polsce (Związek Wyznaniowy Rodzima Wiara, Zachodniosłowiański Związek Wyznaniowy Słowiańska Wiara, Rodzimy Kościół Polski). To analogiczne, jak gdyby ktoś próbował «inscenizować» spalenie Biblii, krzyża czy figury przedstawiającej Jezusa”.

 

Oglądam nagranie: na filmie widać wojowników w dawnych słowiańskich strojach. Spacerują wokół spalanego w ognisku posągu i wykrzykują:

„Kto jeszcze nie wierzy?

 

Komu mało?

 

Nowa wiara!

 

W tym nasza przyszłość!”.

 

Atmosfera pikniku, wokół ludzie w letnich ubraniach robią sobie pamiątkowe zdjęcia, śmieją się dzieci. To ważne: gapie też zostaną oskarżeni o obrazę uczuć religijnych.

 

Film nakręcono 12 czerwca 2010 roku podczas VI Festiwalu Kultury Słowiańskiej i Cysterskiej w Lądzie. Festiwal organizowany jest od 2005 roku. Pięć lat później odbył się pod hasłem „Misje, kościoły i klasztory. W sobotę 12 czerwca 2010 roku o godzinie szesnastej na podgrodziu rozpoczęła się inscenizacja pod tytułem „Niech Bóg pokaże swoją siłę”, podczas której palono pogańskie posągi.

 

Dwa lata później Adam Miauczyński, lat 20, bezrobotny, kawaler, niekarany, zgłasza w tej sprawie ustne zawiadomienie do prokuratury. Na film w internecie natyka się przypadkiem. Nie jest jeszcze członkiem żadnego z rodzimowierczych związków, jednak zamierza do jednego z nich przystąpić.

 

Śledczym mówi: „Bóg Perun odpowiada ogólnie za burze i pioruny. Wierzę w to, że objawia się w postaci żywiołów. Z tego, co się orientuję, to w Polsce jest około tysiąca osób, które wyznają wiarę rodzimowierczą. Ja nie potrafię dużo powiedzieć na temat tej wiary, ponieważ stosunkowo niedawno zostałem rodzimowiercą, to znaczy kilka miesięcy temu [...]. Sądzę, że pomysłodawca tego palenia Peruna przyczynił się do tego, że moje uczucia religijne zostały obrażone. Pośrednio również osoby, które brały udział w inscenizacji, są winne obrazy moich uczuć religijnych, bo wcale nie musiały tego robić. Proszę sobie wyobrazić, jakby czuł się katolik, gdyby palony był krzyż. Ja to samo czuję, jak widzę, że palony jest posąg Peruna czy jakiegokolwiek innego bóstwa słowiańskiego”.

 

Dziesiątego sierpnia 2012 roku Komenda Miejska Policji w Nowym Sączu odmówiła wszczęcia dochodzenia w sprawie spalenia posągu Peruna wobec braku znamion czynu zabronionego.

 

CHRONIĆ TO, CO LUDZKIE

 

„Indywidualny przedmiot ochrony tego czynu zabronionego opisuje się również jako wolność od dyskomfortu psychicznego spowodowanego zachowaniami wyrażającymi brak szacunku dla wyznania pokrzywdzonego. Przedmiotem ochrony na żadnym poziomie ogólności nie jest cześć czy godność samego bóstwa [...], przedmiotem ochrony przepisu art. 196 Kodeksu karnego «nie jest to, co boskie, ale to, co ludzkie»”.

 

Magdalena Budyn-Kulik, Znieważanie uczuć religijnych – analiza dogmatyczna i praktyka ścigania, Instytut Wymiaru Sprawiedliwości

 

SIKANIE POD CHÓREM

 

Obrażony: Tomasz Grzelski z Bydgoszczy, kościelny

 

Łucjan Trzeciakowski mocz oddaje między ławkami, pod lewym chórem, w obecności około piętnastu osób. W sobotę 1 maja 2010 roku na porannej mszy świętej w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa na placu Piastowskim w Bydgoszczy.

Lat 24, kawaler, kilkakrotnie karany, z zawodu stolarz, bezrobotny, bezdomny, pomieszkujący na działce numer 53 ogródków działkowych przy ulicy Inowrocławskiej.

 

Do wejścia do kościoła zachęca go pięćdziesięcioczterolatek („Gdyż chciałem się pomodlić”), z którym wcześniej pił wódkę i piwo. Trzeciakowski zezna potem: „Na rondzie coś wypiliśmy [...]. Ja nie pamiętam ile, gdyż byłem jeszcze pijany, gdyż w nocy byłem na imprezie w lokalu [...]. Z uwagi na to, że byłem bardzo pijany, nie pamiętam, na której ławce usiadłem. Wiem jedynie, że chciało mi się siku. W związku z tym załatwiłem się na miejscu pod ławkę”.

 

Policję powiadamia Tomasz Grzelski, lat 36, kościelny: „Mężczyzna ten w moim odczuciu dokonał obrazy uczuć religijnych [...] i powinien ponieść karę”.

 

Nazajutrz Łucjan Trzeciakowski przyznaje się do znieważania miejsca przeznaczonego do publicznego wykonywania obrzędów religijnych.

Z parafialnej strony internetowej dowiaduję się, że kościelny Tomasz Grzelski jest „nad wyraz rzetelny i pracowity oraz znający się na rzeczy, a przy tym obdarzony dużą dozą poczucia humoru”. Wypytuję go pięć lat po tamtym zdarzeniu.

 

– Nie za ostro pan go potraktował? Facet pewnie był pijany w sztok, popuścił, może nie zrobił tego, by kogoś obrażać?

 

– To akurat było z premedytacją – nie ma wątpliwości Tomasz Grzelski. – Facet zaczepiał ludzi podczas mszy. A kiedy próbowałem go wyprowadzić z kościoła, to stwierdził, że się odleje. Przecież nie do każdego wypróżniania w kościele wołam policję.

 

– To jest ich więcej?! – dziwię się.

 

– Kościelnym jestem od osiemnastu lat i zdarzało się już wiele razy. Kilkakrotnie ktoś zesikał się do kropielnicy. Dwukrotnie zostawiano kał przed ołtarzem. Kościół jest otwarty przez cały dzień i w każdej chwili można wejść się pomodlić. Wchodzą nie tylko po to. Piją w kościelnych ławkach. Jedzą. Syf zostawiają taki, że ludzie nie są potem w stanie w ławce usiąść. Innym razem ktoś sprofanował stułę przewieszoną przez konfesjonał. Wypisał na niej trzy szóstki. W czasie mszy potrafi ą stać z dziesięć minut w nawie i wykrzykiwać: „Złodzieje, pedały!”. Zazwyczaj w dni powszednie, kiedy nie ma dużo ludzi. Bo w niedziele to zawsze znajdzie się ktoś, kto pomoże mi takich wyprowadzić.

 

– Niebezpieczna ta pana praca?

 

– Trudno zliczyć, ile razy musiałem wzywać policję. I nie chodzi tu tylko o obrażanie uczuć. Jakiś czas temu facet wpadł do zakrystii i chciał się bić. A inny przyszedł z siekierą i wykrzykiwał, że wszystkich zabije.

 

Sąd Rejonowy w Bydgoszczy skazał za obrazę uczuć religijnych Łucjana Trzeciakowskiego na karę ośmiu miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata i dozór kuratora sądowego. Ponad rok później, po tym jak doprowadził do obcowania płciowego i poddania się innej czynności seksualnej kobietę upośledzoną umysłowo, karę odwieszono.

 

UMYSŁY LUDZI

 

„Mam wrażenie, że w III RP postępuje powolne odejście od wartości, które uznaje zachodnia demokracja liberalna, to znaczy wolności słowa i wolności ekspresji artystycznej. Ta zmiana rodzi się jednak nie w systemie prawa, ale w umysłach i sercach ludzi”.

Agnieszka Holland, reżyserka, w czasie debaty „Kultury Liberalnej”, lipiec 2015

 

ZESZYT ZNALEZIONY W GARAŻU

 

Obrażony: Arkadiusz Kordek z Opola, były pracownik aresztu

 

Rysunki są sto dwadzieścia dwa. Prokuraturze dostarcza je na płycie Arkadiusz Kordek, lat 48, emerytowany kierownik działu penitencjarnego Aresztu Śledczego w Opolu.

 

W katalogu zatytułowanym Grafiki dyrektora Zakładu Karnego Opole znajdują się dziewięćdziesiąt cztery pliki.

 

Na rysunku numer 14: mężczyzna z penisem we wzwodzie długości stu dwóch centymetrów i podpisem „Janek i jego Rudy 102”.

 

Na rysunku numer 49: mężczyzna dźwigający monstrualnych rozmiarów jądra i podpis „Transport broni jądrowej”.

 

Na rysunku numer 84: kowboj uzbrojony w penisy zamiast pistoletów.

 

Drugi katalog ma tytuł KL (Konzentrationslager) i zawiera czternaście plików.

 

Na rysunku KL 1: z komina wydobywa się dym tworzący na niebie napis WESOŁYCH ŚWIĄT. I podpis: „Święta w Birkenau”.

 

Na rysunku 11: onanizująca się przed hitlerowcem kobieta i podpis „Ruch oporu”.

 

Trzeci katalog nosi nazwę Religia i też mieści czternaście skanów.

 

Na rysunku numer 1: „Z cyklu Biblia na nowo odczytana” – penis zwija się wokół drzewa niczym wąż, a sperma wytryskuje z niego wprost do ust stojącej pod drzewem nagiej kobiety. I podpis: „Kuszenie Ewy”. Na rysunku numer 11: z konfesjonału wystaje penis, co dwie stojące obok panie komentują: „To ten nowy wikary”.

 

Arkadiusz Kordek wyjaśnia, że na początku sierpnia 2012 roku przeglądał w swoim garażu papiery, które zabrał po zakończeniu pracy w areszcie. „Wśród tych materiałów znajdował się zeszyt wraz z rysunkami oraz tekstami, które zostały wykonane przez funkcjonariusza publicznego, obecnego dyrektora Zakładu Karnego w Opolu”.

 

W zeszycie Kordek znajduje swój studencki pseudonim „Jalu”, a także nazwiska: obecnej nauczycielki w szkole numer 21, profesora i doktora Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Opolskiego, a także pseudonim radnego Platformy Obywatelskiej.

 

„Skoro dowody te znalazły się u mnie w garażu, wśród moich materiałów, w czasie, w którym nie byłem w służbie, to najprawdopodobniej dostęp do nich miały osoba lub osoby trzecie. Uważam, że charakter pisma osoby, która stworzyła te dowody, jak i specyficzny charakter rysunków tej osoby wskazują w sposób jednoznaczny na jej autora, czyli pana [tu pada nazwisko dyrektora]. Przekonanie moje bierze się stąd, że w 2005 roku pan [znów nazwisko dyrektora] zajął drugie miejsce wśród funkcjonariuszy i pracowników Służby Więziennej w konkursie «Satyra poza krawędzią», gdzie wykonane przez niego inne rysunki są charakterystycznymi dla wniesionych dowodów oraz ich autora [...]. Zarówno zawarte we wniesionych dowodach teksty dotyczące mojej osoby, jak i symboli religijnych – krzyża i Jezusa Chrystusa – w mojej ocenie wskazują, że mogło dojść nie tylko do obrazy moich uczuć religijnych, lecz także być może także do obrazy uczuć religijnych innych osób”.

 

W toku śledztwa dyrektor więzienia w Opolu przyznaje się do wykonania zaledwie kilku rysunków (między innymi orła rozmawiającego z niemiecką wroną). Śledczym opowiada, że rysunki pochodzą z połowy lat osiemdziesiątych, powstawały na zajęciach wojskowych, na trzecim lub czwartym roku filologii polskiej w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Opolu. „Prowadziliśmy kilka zeszytów. Zabawa polegała na tym, że podczas mniej interesujących zajęć ktoś wyciągnął zeszyt i coś narysował, następnie podał dalej. Każdy z nas coś dorysowywał. Po tym, jak skończył się jeden zeszyt, zaczynaliśmy następny”.

 

Arkadiusz Kordek studiował na tym samym roku. Jak pamięta dyrektor więzienia, w czasie kiedy powstawały rysunki, przebywał jednak na urlopie dziekańskim. „Nie mogłem mieć na celu obrazy uczuć religijnych Arkadiusza Kordka, ponieważ nie było go w czasie tworzenia tych rysunków”.

 

Prokuratura Rejonowa w Kluczborku umorzyła dochodzenie. Stwierdziła, że „[...] rysunki te (w części wykonane przez dyrektora) nie były nigdy publikowane przez niego, powielane, ujawniane”. Dyrektor z Opola został jednak przez władze Służby Więziennej odwołany z funkcji.

 

WARA OD WIARY!

 

W 2012 roku Ruch Palikota zaproponował wykreślenie z Kodeksu karnego artykułu 196. Sejm odrzucił ten projekt. Przeciw wykreśleniu było 389 posłów Platformy Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego, Prawa i Sprawiedliwości, Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Solidarnej Polski. „Wara wam od mojej wiary” – komentował poseł SLD Romuald Ajchler.

 

MODLITWA PRZED MATEMATYKĄ

 

Obrażony: Karol Jabłoński z Golasowic

 

Modlitwa w szkole w liczących półtora tysiąca mieszkańców Golasowicach jest krótka i brzmi tak: Duchu Święty, który oświecasz serca i umysły nasze, dodaj nam ochoty i zdolności, aby ta nauka była dla nas z pożytkiem doczesnym i wiecznym.

 

Karol Jabłoński, lat 45, sztygar w Jastrzębskiej Spółce Węglowej, poskarżył się na nią Kuratorium Oświaty w Katowicach. A było tak:

 

– Żona jest katoliczką, praktykującą, chociaż ostatnio coraz mniej. Syn do niedawna był ministrantem. Przestał nim być, gdy proboszcz zaczął nas wytykać z ambony. Teraz jak idzie do kościoła, to w innej gminie. A ja jestem ateistą. Do Golasowic przeprowadziliśmy się jakiś czas temu, kupiliśmy działkę, wybudowaliśmy tu dom. Wieś jest mała, szybko się rozniosło, że nie chodzę do kościoła. Z początku śmialiśmy się z tego. Dyrektorka, kiedy widziała żonę pod kościołem, wskakiwała do jej samochodu, chwytała za rękę i zapewniała, że codziennie rano modli się za moje nawrócenie. O modlitwie na matematyce usłyszeliśmy gdzieś przypadkowo, ale nie chciało nam się w to wierzyć.

 

Przestało być śmiesznie, gdy przez telefon rozmawiałem z dyrektorką o przemocy w szkole. Przemoc z pewnością jest, niedawno podczas kontroli stwierdziło ją kuratorium

 

i wystawiło szkole najniższą możliwą ocenę. Zwracam się do dyrektorki, przecież ona jest biologiem, uczy przyrody, doskonale powinna rozumieć, że na korytarzach szkolnych często liczy się prawo silniejszego, i umieć rozwiązywać takie problemy. A ona mi na to: „Czekam na śmierć jak na randkę z ukochanym”. Myślałem, że zwariowała. Kilka dni później obdzwoniłem innych rodziców i przekonałem się, że modlitwa na matematyce jest naprawdę. Na stojąco. Syn to potwierdził, jakby nigdy nic, jakby to była część rachunków.

 

Modlitwę w szkole w Golasowicach odmawia się już od dwudziestu pięciu lat. Nie tylko przed matematyką, ale codziennie, przed rozpoczęciem zajęć. Została nawet uzgodniona z ewangelickim pastorem (bo jedna trzecia Golasowic to protestanci) i – jak twierdzi dyrektorka – nie są jej przeciwni także świadkowie Jehowy. A niewierzących dzieci w Golasowicach zdaniem dyrektorki nie ma wcale.

 

– A ja uważam, że to pranie mózgów małym dzieciom – oburza się Jabłoński. – Przez takie szkoły mamy teraz w Polsce to, co mamy. Modlenie się na religii rozumiem, ale na innych lekcjach to już przekroczenie granic. Katolik, nie katolik, wszyscy uczniowie muszą wstać i modlić się do Ducha Świętego. Rodzice nigdy nie protestowali, bo wolą się nie wychylać. Jak zawiadomiłem o tym kuratorium, to ksiądz z ambony opowiadał, że jestem arogancki i zły. Odsądzano mnie od czci w Radiu Maryja. Musiałem monitoring założyć, bo nasz dom obrzucają jajkami, podrzucają różne rzeczy. Sąsiad opowiada, że żałuje, iż sprzedał mi ziemię.

 

Jak już brakowało argumentów, dyrektorka wytoczyła naszemu synowi sprawę w sądzie, zarzucając demoralizację. Sprawę sąd oczywiście umorzył, a nauczyciele w nowej szkole chwalą syna i zapewniają, że nie ma z nim żadnych problemów.

 

Tak, obrażono moje uczucia. Bo każdy może się modlić. Ale na lekcjach matematyki? W świeckiej szkole? Po co dzieciakom prać mózgi? Po co iść jeszcze krok, dwa dalej, skoro już w szkole prowadzone są lekcje religii? Żeby później wychowankowie takich szkół obrzucali jajkami domy ludzi inaczej od nich myślących?

 

Społeczeństwo i tak już się za bardzo zradykalizowało. Niektórych znam od dwudziestu, trzydziestu lat i dopiero Teraz, widząc, jaką nienawiścią zieją na fejsbuku, poznaję ich naprawdę.

 

Kuratorium nie zabroniło odmawiania modlitwy w szkole w Golasowicach. Pod warunkiem że będzie się to odbywać przed lekcjami. Teraz uczniowie modlą się do Ducha Świętego o godzinie 7.59.

 

 

NIEWIERZĄCY NIE MAJĄ UCZUĆ RELIGIJNYCH

 

Jesienią 2015 roku Trybunał Konstytucyjny, odpowiadając na skargę prawników Dody, uznał, że artykuł 196 Kodeksu karnego to ingerencja w wolność słowa, ale uprawniona. Nie narusza bowiem istoty wolności słowa i debaty publicznej, bo ta nie polega na obrażaniu czy okazywaniu pogardy. Można negować istnienie Boga, byle nie w sposób znieważający. Trybunał nie zgodził się z zarzutem, że przepis dyskryminuje niewierzących. W końcu dotyczy tylko uczuć religijnych, których przecież niewierzący nie mają.

 

 

CHRYSTUS SZALIKOWIEC

 

Obrażony: ksiądz Sławomir Zapłacki ze Świebodzina

 

W zimowy deszczowy dzień, gdy zajeżdżam do Świebodzina, Jezus Chrystus Król Wszechświata jest szary, jak szare bywa grudniowe niebo. Ale w tamtą, choć mglistą noc barw dodaje mu żółto-biało-zielony szalik Falubazu Zielona Góra.

 

Jest 1 października 2011 roku, noc poprzedzająca finał żużlowej ligi. Szalik ma czterdzieści metrów długości, cztery metry szerokości i waży pięćdziesiąt kilogramów. Podobno uszyło go kółko gospodyń, a ściągać z Chrystusa będzie straż pożarna.

 

W sobotę około godziny dwudziestej trzeciej Zbigniew G., stróż pilnujący budowy, na której stoi figura, po wypiciu pół litra wódki Soplica (nazajutrz o godzinie dwunastej trzydzieści badanie alkoholu w wydychanym powietrzu wykaże 0,88 mg/dm3), jak sam potem stwierdzi – niespodziewanie zasypia (obudzi się dopiero rano), a nieznani mu (choć to z nimi spożywał wódkę, rozmawiając o rzeźbach) sprawcy w wieku dwudziestu–dwudziestu pięciu lat włamują się do pomnika, wdrapują na głowę Chrystusa i wieszają szal.

 

– Pięknie wykonany, równo zszyty, misterna robota – powie potem dziennikarzom jeden z prokuratorów.

 

Prokuraturę zawiadamia Sławomir Zapłacki, emerytowany ksiądz z parafii Miłosierdzia Bożego w Świebodzinie. To on był pomysłodawcą budowy pomnika. Chciał, by przypominał pomnik Chrystusa Odkupiciela w Rio de Janeiro. Ten w Świebodzinie jest najwyższą rzeźbą przedstawiającą Chrystusa na świecie.

 

Podobnie jak największy, w końcu dostał się do finału ligi – myśleli pewnie pomysłodawcy zawieszenia szalika – jest ich klub.

 

Ksiądz wnosi o ściganie i skazanie sprawców czynu, nie tylko dlatego że uszkodzili drzwi wejściowe do figury pomnika Chrystusa (szkoda: tysiąc złotych), lecz także bo „czyn powieszenia szala obraża uczucia religijne wierzących”.

 

Tamtej nocy kibice fotografują szarego Chrystusa w kolorowym szaliku Falubazu i wysyłają sobie zdjęcia z życzeniem: „Niech Pan tego dnia prowadzi nas do zwycięstwa“. Falubaz wygrywa 52:38 z Unią Leszno i zdobywa mistrzostwo Polski.

 

Stowarzyszenie kibiców twierdzi, że fani Falubazu nie chcieli nikogo obrazić, i wpłacają parafii tysiąc złotych.

 

Prokuratura postanawia zniszczyć dowód rzeczowy. Walczą o niego kibice (chcą go zlicytować, a pieniądze przeznaczyć na leczenie chorego kolegi), chce go nawet Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie (na wystawę poświęconą przejawom narodowego i lokalnego patriotyzmu). W obronie szalika staje Robert Dowhan, senator PO i prezes Falubazu – proponuje, by pieniądze z jego sprzedaży przeznaczyć na zbożny cel. Mówi, że na szaliku nie było żadnych haseł, które mogłyby wprawić choćby w zakłopotanie, a na mecze Falubazu przychodzą księża w klubowych szalikach i nikogo to nie obraża.

 

Przeciwny jest Władysław Komarnicki, prezes konkurencyjnej Stali Gorzów. Grzmi, że szalik należy spalić, bo jest dowodem profanacji.

 

W kwietniu 2012 roku wobec niewykrycia sprawców Prokuratura Rejonowa w Świebodzinie umorzyła sprawę obrazy uczuć religijnych, ale „mając na uwadze fakt, iż przedmiotowy szalik służył do popełnienia przestępstwa z artykułu 196 Kodeksu karnego”, zdecydowała, iż dowód należy przechować w depozycie do momentu przedawnienia karalności czynu. Ksiądz Sławomir Zapłacki zmarł w 2014 roku, w wieku osiemdziesięciu jeden lat. Jego serce, zgodnie z ostatnią wolą, spoczęło pod figurą Chrystusa.

 

Imiona i nazwiska niektórych bohaterów zmieniłem.

 

 

 

 

 

 

 

PL

EN

PL

Rekolektyw.pl logo.png

PL

Rekolektyw.pl logo.png
Rekolektyw.pl logo.png

EN

PL

Rekolektyw.pl logo.png

EN

PL

Rekolektyw.pl logo.png

Mirosław Wlekły

 

Zgorszenie polskie

 

SPALENIE BOGA PERUNA

 

Obrażony: Adam Miauczyński z Nowego Sącza, rodzimowierca

 

W połowie lipca 2012 roku zdenerwowany Adam Miauczyński z Nowego Sącza pisze do prokuratury: „Zgłaszam przestępstwo ścigane z artykułu 196 Kodeksu karnego. Na filmie pod linkiem: http:///www.youtube.com/watch?v=Y3gVAwOKtS4 jest palony posąg bóstwa czczonego przeze mnie i trzy formalnie zarejestrowane związki wyznaniowe w Polsce (Związek Wyznaniowy Rodzima Wiara, Zachodniosłowiański Związek Wyznaniowy Słowiańska Wiara, Rodzimy Kościół Polski). To analogiczne, jak gdyby ktoś próbował «inscenizować» spalenie Biblii, krzyża czy figury przedstawiającej Jezusa”.

 

Oglądam nagranie: na filmie widać wojowników w dawnych słowiańskich strojach. Spacerują wokół spalanego w ognisku posągu i wykrzykują:

„Kto jeszcze nie wierzy?

 

Komu mało?

 

Nowa wiara!

 

W tym nasza przyszłość!”.

 

Atmosfera pikniku, wokół ludzie w letnich ubraniach robią sobie pamiątkowe zdjęcia, śmieją się dzieci. To ważne: gapie też zostaną oskarżeni o obrazę uczuć religijnych.

 

Film nakręcono 12 czerwca 2010 roku podczas VI Festiwalu Kultury Słowiańskiej i Cysterskiej w Lądzie. Festiwal organizowany jest od 2005 roku. Pięć lat później odbył się pod hasłem „Misje, kościoły i klasztory. W sobotę 12 czerwca 2010 roku o godzinie szesnastej na podgrodziu rozpoczęła się inscenizacja pod tytułem „Niech Bóg pokaże swoją siłę”, podczas której palono pogańskie posągi.

 

Dwa lata później Adam Miauczyński, lat 20, bezrobotny, kawaler, niekarany, zgłasza w tej sprawie ustne zawiadomienie do prokuratury. Na film w internecie natyka się przypadkiem. Nie jest jeszcze członkiem żadnego z rodzimowierczych związków, jednak zamierza do jednego z nich przystąpić.

 

Śledczym mówi: „Bóg Perun odpowiada ogólnie za burze i pioruny. Wierzę w to, że objawia się w postaci żywiołów. Z tego, co się orientuję, to w Polsce jest około tysiąca osób, które wyznają wiarę rodzimowierczą. Ja nie potrafię dużo powiedzieć na temat tej wiary, ponieważ stosunkowo niedawno zostałem rodzimowiercą, to znaczy kilka miesięcy temu [...]. Sądzę, że pomysłodawca tego palenia Peruna przyczynił się do tego, że moje uczucia religijne zostały obrażone. Pośrednio również osoby, które brały udział w inscenizacji, są winne obrazy moich uczuć religijnych, bo wcale nie musiały tego robić. Proszę sobie wyobrazić, jakby czuł się katolik, gdyby palony był krzyż. Ja to samo czuję, jak widzę, że palony jest posąg Peruna czy jakiegokolwiek innego bóstwa słowiańskiego”.

 

Dziesiątego sierpnia 2012 roku Komenda Miejska Policji w Nowym Sączu odmówiła wszczęcia dochodzenia w sprawie spalenia posągu Peruna wobec braku znamion czynu zabronionego.

 

CHRONIĆ TO, CO LUDZKIE

 

„Indywidualny przedmiot ochrony tego czynu zabronionego opisuje się również jako wolność od dyskomfortu psychicznego spowodowanego zachowaniami wyrażającymi brak szacunku dla wyznania pokrzywdzonego. Przedmiotem ochrony na żadnym poziomie ogólności nie jest cześć czy godność samego bóstwa [...], przedmiotem ochrony przepisu art. 196 Kodeksu karnego «nie jest to, co boskie, ale to, co ludzkie»”.

 

Magdalena Budyn-Kulik, Znieważanie uczuć religijnych – analiza dogmatyczna i praktyka ścigania, Instytut Wymiaru Sprawiedliwości

 

SIKANIE POD CHÓREM

 

Obrażony: Tomasz Grzelski z Bydgoszczy, kościelny

 

Łucjan Trzeciakowski mocz oddaje między ławkami, pod lewym chórem, w obecności około piętnastu osób. W sobotę 1 maja 2010 roku na porannej mszy świętej w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa na placu Piastowskim w Bydgoszczy.

Lat 24, kawaler, kilkakrotnie karany, z zawodu stolarz, bezrobotny, bezdomny, pomieszkujący na działce numer 53 ogródków działkowych przy ulicy Inowrocławskiej.

 

Do wejścia do kościoła zachęca go pięćdziesięcioczterolatek („Gdyż chciałem się pomodlić”), z którym wcześniej pił wódkę i piwo. Trzeciakowski zezna potem: „Na rondzie coś wypiliśmy [...]. Ja nie pamiętam ile, gdyż byłem jeszcze pijany, gdyż w nocy byłem na imprezie w lokalu [...]. Z uwagi na to, że byłem bardzo pijany, nie pamiętam, na której ławce usiadłem. Wiem jedynie, że chciało mi się siku. W związku z tym załatwiłem się na miejscu pod ławkę”.

 

Policję powiadamia Tomasz Grzelski, lat 36, kościelny: „Mężczyzna ten w moim odczuciu dokonał obrazy uczuć religijnych [...] i powinien ponieść karę”.

 

Nazajutrz Łucjan Trzeciakowski przyznaje się do znieważania miejsca przeznaczonego do publicznego wykonywania obrzędów religijnych.

Z parafialnej strony internetowej dowiaduję się, że kościelny Tomasz Grzelski jest „nad wyraz rzetelny i pracowity oraz znający się na rzeczy, a przy tym obdarzony dużą dozą poczucia humoru”. Wypytuję go pięć lat po tamtym zdarzeniu.

 

– Nie za ostro pan go potraktował? Facet pewnie był pijany w sztok, popuścił, może nie zrobił tego, by kogoś obrażać?

 

– To akurat było z premedytacją – nie ma wątpliwości Tomasz Grzelski. – Facet zaczepiał ludzi podczas mszy. A kiedy próbowałem go wyprowadzić z kościoła, to stwierdził, że się odleje. Przecież nie do każdego wypróżniania w kościele wołam policję.

 

– To jest ich więcej?! – dziwię się.

 

– Kościelnym jestem od osiemnastu lat i zdarzało się już wiele razy. Kilkakrotnie ktoś zesikał się do kropielnicy. Dwukrotnie zostawiano kał przed ołtarzem. Kościół jest otwarty przez cały dzień i w każdej chwili można wejść się pomodlić. Wchodzą nie tylko po to. Piją w kościelnych ławkach. Jedzą. Syf zostawiają taki, że ludzie nie są potem w stanie w ławce usiąść. Innym razem ktoś sprofanował stułę przewieszoną przez konfesjonał. Wypisał na niej trzy szóstki. W czasie mszy potrafi ą stać z dziesięć minut w nawie i wykrzykiwać: „Złodzieje, pedały!”. Zazwyczaj w dni powszednie, kiedy nie ma dużo ludzi. Bo w niedziele to zawsze znajdzie się ktoś, kto pomoże mi takich wyprowadzić.

 

– Niebezpieczna ta pana praca?

 

– Trudno zliczyć, ile razy musiałem wzywać policję. I nie chodzi tu tylko o obrażanie uczuć. Jakiś czas temu facet wpadł do zakrystii i chciał się bić. A inny przyszedł z siekierą i wykrzykiwał, że wszystkich zabije.

 

Sąd Rejonowy w Bydgoszczy skazał za obrazę uczuć religijnych Łucjana Trzeciakowskiego na karę ośmiu miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata i dozór kuratora sądowego. Ponad rok później, po tym jak doprowadził do obcowania płciowego i poddania się innej czynności seksualnej kobietę upośledzoną umysłowo, karę odwieszono.

 

UMYSŁY LUDZI

 

„Mam wrażenie, że w III RP postępuje powolne odejście od wartości, które uznaje zachodnia demokracja liberalna, to znaczy wolności słowa i wolności ekspresji artystycznej. Ta zmiana rodzi się jednak nie w systemie prawa, ale w umysłach i sercach ludzi”.

Agnieszka Holland, reżyserka, w czasie debaty „Kultury Liberalnej”, lipiec 2015

 

ZESZYT ZNALEZIONY W GARAŻU

 

Obrażony: Arkadiusz Kordek z Opola, były pracownik aresztu

 

Rysunki są sto dwadzieścia dwa. Prokuraturze dostarcza je na płycie Arkadiusz Kordek, lat 48, emerytowany kierownik działu penitencjarnego Aresztu Śledczego w Opolu.

 

W katalogu zatytułowanym Grafiki dyrektora Zakładu Karnego Opole znajdują się dziewięćdziesiąt cztery pliki.

 

Na rysunku numer 14: mężczyzna z penisem we wzwodzie długości stu dwóch centymetrów i podpisem „Janek i jego Rudy 102”.

 

Na rysunku numer 49: mężczyzna dźwigający monstrualnych rozmiarów jądra i podpis „Transport broni jądrowej”.

 

Na rysunku numer 84: kowboj uzbrojony w penisy zamiast pistoletów.

 

Drugi katalog ma tytuł KL (Konzentrationslager) i zawiera czternaście plików.

 

Na rysunku KL 1: z komina wydobywa się dym tworzący na niebie napis WESOŁYCH ŚWIĄT. I podpis: „Święta w Birkenau”.

 

Na rysunku 11: onanizująca się przed hitlerowcem kobieta i podpis „Ruch oporu”.

 

Trzeci katalog nosi nazwę Religia i też mieści czternaście skanów.

 

Na rysunku numer 1: „Z cyklu Biblia na nowo odczytana” – penis zwija się wokół drzewa niczym wąż, a sperma wytryskuje z niego wprost do ust stojącej pod drzewem nagiej kobiety. I podpis: „Kuszenie Ewy”. Na rysunku numer 11: z konfesjonału wystaje penis, co dwie stojące obok panie komentują: „To ten nowy wikary”.

 

Arkadiusz Kordek wyjaśnia, że na początku sierpnia 2012 roku przeglądał w swoim garażu papiery, które zabrał po zakończeniu pracy w areszcie. „Wśród tych materiałów znajdował się zeszyt wraz z rysunkami oraz tekstami, które zostały wykonane przez funkcjonariusza publicznego, obecnego dyrektora Zakładu Karnego w Opolu”.

 

W zeszycie Kordek znajduje swój studencki pseudonim „Jalu”, a także nazwiska: obecnej nauczycielki w szkole numer 21, profesora i doktora Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Opolskiego, a także pseudonim radnego Platformy Obywatelskiej.

 

„Skoro dowody te znalazły się u mnie w garażu, wśród moich materiałów, w czasie, w którym nie byłem w służbie, to najprawdopodobniej dostęp do nich miały osoba lub osoby trzecie. Uważam, że charakter pisma osoby, która stworzyła te dowody, jak i specyficzny charakter rysunków tej osoby wskazują w sposób jednoznaczny na jej autora, czyli pana [tu pada nazwisko dyrektora]. Przekonanie moje bierze się stąd, że w 2005 roku pan [znów nazwisko dyrektora] zajął drugie miejsce wśród funkcjonariuszy i pracowników Służby Więziennej w konkursie «Satyra poza krawędzią», gdzie wykonane przez niego inne rysunki są charakterystycznymi dla wniesionych dowodów oraz ich autora [...]. Zarówno zawarte we wniesionych dowodach teksty dotyczące mojej osoby, jak i symboli religijnych – krzyża i Jezusa Chrystusa – w mojej ocenie wskazują, że mogło dojść nie tylko do obrazy moich uczuć religijnych, lecz także być może także do obrazy uczuć religijnych innych osób”.

 

W toku śledztwa dyrektor więzienia w Opolu przyznaje się do wykonania zaledwie kilku rysunków (między innymi orła rozmawiającego z niemiecką wroną). Śledczym opowiada, że rysunki pochodzą z połowy lat osiemdziesiątych, powstawały na zajęciach wojskowych, na trzecim lub czwartym roku filologii polskiej w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Opolu. „Prowadziliśmy kilka zeszytów. Zabawa polegała na tym, że podczas mniej interesujących zajęć ktoś wyciągnął zeszyt i coś narysował, następnie podał dalej. Każdy z nas coś dorysowywał. Po tym, jak skończył się jeden zeszyt, zaczynaliśmy następny”.

 

Arkadiusz Kordek studiował na tym samym roku. Jak pamięta dyrektor więzienia, w czasie kiedy powstawały rysunki, przebywał jednak na urlopie dziekańskim. „Nie mogłem mieć na celu obrazy uczuć religijnych Arkadiusza Kordka, ponieważ nie było go w czasie tworzenia tych rysunków”.

 

Prokuratura Rejonowa w Kluczborku umorzyła dochodzenie. Stwierdziła, że „[...] rysunki te (w części wykonane przez dyrektora) nie były nigdy publikowane przez niego, powielane, ujawniane”. Dyrektor z Opola został jednak przez władze Służby Więziennej odwołany z funkcji.

 

WARA OD WIARY!

 

W 2012 roku Ruch Palikota zaproponował wykreślenie z Kodeksu karnego artykułu 196. Sejm odrzucił ten projekt. Przeciw wykreśleniu było 389 posłów Platformy Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego, Prawa i Sprawiedliwości, Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Solidarnej Polski. „Wara wam od mojej wiary” – komentował poseł SLD Romuald Ajchler.

 

MODLITWA PRZED MATEMATYKĄ

 

Obrażony: Karol Jabłoński z Golasowic

 

Modlitwa w szkole w liczących półtora tysiąca mieszkańców Golasowicach jest krótka i brzmi tak: Duchu Święty, który oświecasz serca i umysły nasze, dodaj nam ochoty i zdolności, aby ta nauka była dla nas z pożytkiem doczesnym i wiecznym.

 

Karol Jabłoński, lat 45, sztygar w Jastrzębskiej Spółce Węglowej, poskarżył się na nią Kuratorium Oświaty w Katowicach. A było tak:

 

– Żona jest katoliczką, praktykującą, chociaż ostatnio coraz mniej. Syn do niedawna był ministrantem. Przestał nim być, gdy proboszcz zaczął nas wytykać z ambony. Teraz jak idzie do kościoła, to w innej gminie. A ja jestem ateistą. Do Golasowic przeprowadziliśmy się jakiś czas temu, kupiliśmy działkę, wybudowaliśmy tu dom. Wieś jest mała, szybko się rozniosło, że nie chodzę do kościoła. Z początku śmialiśmy się z tego. Dyrektorka, kiedy widziała żonę pod kościołem, wskakiwała do jej samochodu, chwytała za rękę i zapewniała, że codziennie rano modli się za moje nawrócenie. O modlitwie na matematyce usłyszeliśmy gdzieś przypadkowo, ale nie chciało nam się w to wierzyć.

 

Przestało być śmiesznie, gdy przez telefon rozmawiałem z dyrektorką o przemocy w szkole. Przemoc z pewnością jest, niedawno podczas kontroli stwierdziło ją kuratorium

 

i wystawiło szkole najniższą możliwą ocenę. Zwracam się do dyrektorki, przecież ona jest biologiem, uczy przyrody, doskonale powinna rozumieć, że na korytarzach szkolnych często liczy się prawo silniejszego, i umieć rozwiązywać takie problemy. A ona mi na to: „Czekam na śmierć jak na randkę z ukochanym”. Myślałem, że zwariowała. Kilka dni później obdzwoniłem innych rodziców i przekonałem się, że modlitwa na matematyce jest naprawdę. Na stojąco. Syn to potwierdził, jakby nigdy nic, jakby to była część rachunków.

 

Modlitwę w szkole w Golasowicach odmawia się już od dwudziestu pięciu lat. Nie tylko przed matematyką, ale codziennie, przed rozpoczęciem zajęć. Została nawet uzgodniona z ewangelickim pastorem (bo jedna trzecia Golasowic to protestanci) i – jak twierdzi dyrektorka – nie są jej przeciwni także świadkowie Jehowy. A niewierzących dzieci w Golasowicach zdaniem dyrektorki nie ma wcale.

 

– A ja uważam, że to pranie mózgów małym dzieciom – oburza się Jabłoński. – Przez takie szkoły mamy teraz w Polsce to, co mamy. Modlenie się na religii rozumiem, ale na innych lekcjach to już przekroczenie granic. Katolik, nie katolik, wszyscy uczniowie muszą wstać i modlić się do Ducha Świętego. Rodzice nigdy nie protestowali, bo wolą się nie wychylać. Jak zawiadomiłem o tym kuratorium, to ksiądz z ambony opowiadał, że jestem arogancki i zły. Odsądzano mnie od czci w Radiu Maryja. Musiałem monitoring założyć, bo nasz dom obrzucają jajkami, podrzucają różne rzeczy. Sąsiad opowiada, że żałuje, iż sprzedał mi ziemię.

 

Jak już brakowało argumentów, dyrektorka wytoczyła naszemu synowi sprawę w sądzie, zarzucając demoralizację. Sprawę sąd oczywiście umorzył, a nauczyciele w nowej szkole chwalą syna i zapewniają, że nie ma z nim żadnych problemów.

 

Tak, obrażono moje uczucia. Bo każdy może się modlić. Ale na lekcjach matematyki? W świeckiej szkole? Po co dzieciakom prać mózgi? Po co iść jeszcze krok, dwa dalej, skoro już w szkole prowadzone są lekcje religii? Żeby później wychowankowie takich szkół obrzucali jajkami domy ludzi inaczej od nich myślących?

 

Społeczeństwo i tak już się za bardzo zradykalizowało. Niektórych znam od dwudziestu, trzydziestu lat i dopiero Teraz, widząc, jaką nienawiścią zieją na fejsbuku, poznaję ich naprawdę.

 

Kuratorium nie zabroniło odmawiania modlitwy w szkole w Golasowicach. Pod warunkiem że będzie się to odbywać przed lekcjami. Teraz uczniowie modlą się do Ducha Świętego o godzinie 7.59.

 

 

NIEWIERZĄCY NIE MAJĄ UCZUĆ RELIGIJNYCH

 

Jesienią 2015 roku Trybunał Konstytucyjny, odpowiadając na skargę prawników Dody, uznał, że artykuł 196 Kodeksu karnego to ingerencja w wolność słowa, ale uprawniona. Nie narusza bowiem istoty wolności słowa i debaty publicznej, bo ta nie polega na obrażaniu czy okazywaniu pogardy. Można negować istnienie Boga, byle nie w sposób znieważający. Trybunał nie zgodził się z zarzutem, że przepis dyskryminuje niewierzących. W końcu dotyczy tylko uczuć religijnych, których przecież niewierzący nie mają.

 

 

CHRYSTUS SZALIKOWIEC

 

Obrażony: ksiądz Sławomir Zapłacki ze Świebodzina

 

W zimowy deszczowy dzień, gdy zajeżdżam do Świebodzina, Jezus Chrystus Król Wszechświata jest szary, jak szare bywa grudniowe niebo. Ale w tamtą, choć mglistą noc barw dodaje mu żółto-biało-zielony szalik Falubazu Zielona Góra.

 

Jest 1 października 2011 roku, noc poprzedzająca finał żużlowej ligi. Szalik ma czterdzieści metrów długości, cztery metry szerokości i waży pięćdziesiąt kilogramów. Podobno uszyło go kółko gospodyń, a ściągać z Chrystusa będzie straż pożarna.

 

W sobotę około godziny dwudziestej trzeciej Zbigniew G., stróż pilnujący budowy, na której stoi figura, po wypiciu pół litra wódki Soplica (nazajutrz o godzinie dwunastej trzydzieści badanie alkoholu w wydychanym powietrzu wykaże 0,88 mg/dm3), jak sam potem stwierdzi – niespodziewanie zasypia (obudzi się dopiero rano), a nieznani mu (choć to z nimi spożywał wódkę, rozmawiając o rzeźbach) sprawcy w wieku dwudziestu–dwudziestu pięciu lat włamują się do pomnika, wdrapują na głowę Chrystusa i wieszają szal.

 

– Pięknie wykonany, równo zszyty, misterna robota – powie potem dziennikarzom jeden z prokuratorów.

 

Prokuraturę zawiadamia Sławomir Zapłacki, emerytowany ksiądz z parafii Miłosierdzia Bożego w Świebodzinie. To on był pomysłodawcą budowy pomnika. Chciał, by przypominał pomnik Chrystusa Odkupiciela w Rio de Janeiro. Ten w Świebodzinie jest najwyższą rzeźbą przedstawiającą Chrystusa na świecie.

 

Podobnie jak największy, w końcu dostał się do finału ligi – myśleli pewnie pomysłodawcy zawieszenia szalika – jest ich klub.

 

Ksiądz wnosi o ściganie i skazanie sprawców czynu, nie tylko dlatego że uszkodzili drzwi wejściowe do figury pomnika Chrystusa (szkoda: tysiąc złotych), lecz także bo „czyn powieszenia szala obraża uczucia religijne wierzących”.

 

Tamtej nocy kibice fotografują szarego Chrystusa w kolorowym szaliku Falubazu i wysyłają sobie zdjęcia z życzeniem: „Niech Pan tego dnia prowadzi nas do zwycięstwa“. Falubaz wygrywa 52:38 z Unią Leszno i zdobywa mistrzostwo Polski.

 

Stowarzyszenie kibiców twierdzi, że fani Falubazu nie chcieli nikogo obrazić, i wpłacają parafii tysiąc złotych.

 

Prokuratura postanawia zniszczyć dowód rzeczowy. Walczą o niego kibice (chcą go zlicytować, a pieniądze przeznaczyć na leczenie chorego kolegi), chce go nawet Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie (na wystawę poświęconą przejawom narodowego i lokalnego patriotyzmu). W obronie szalika staje Robert Dowhan, senator PO i prezes Falubazu – proponuje, by pieniądze z jego sprzedaży przeznaczyć na zbożny cel. Mówi, że na szaliku nie było żadnych haseł, które mogłyby wprawić choćby w zakłopotanie, a na mecze Falubazu przychodzą księża w klubowych szalikach i nikogo to nie obraża.

 

Przeciwny jest Władysław Komarnicki, prezes konkurencyjnej Stali Gorzów. Grzmi, że szalik należy spalić, bo jest dowodem profanacji.

 

W kwietniu 2012 roku wobec niewykrycia sprawców Prokuratura Rejonowa w Świebodzinie umorzyła sprawę obrazy uczuć religijnych, ale „mając na uwadze fakt, iż przedmiotowy szalik służył do popełnienia przestępstwa z artykułu 196 Kodeksu karnego”, zdecydowała, iż dowód należy przechować w depozycie do momentu przedawnienia karalności czynu. Ksiądz Sławomir Zapłacki zmarł w 2014 roku, w wieku osiemdziesięciu jeden lat. Jego serce, zgodnie z ostatnią wolą, spoczęło pod figurą Chrystusa.

 

Imiona i nazwiska niektórych bohaterów zmieniłem.

 

 

 

 

 

 

 

EN

PL

Rekolektyw.pl logo.png

Mirosław Wlekły

 

Zgorszenie polskie

 

SPALENIE BOGA PERUNA

 

Obrażony: Adam Miauczyński z Nowego Sącza, rodzimowierca

 

W połowie lipca 2012 roku zdenerwowany Adam Miauczyński z Nowego Sącza pisze do prokuratury: „Zgłaszam przestępstwo ścigane z artykułu 196 Kodeksu karnego. Na filmie pod linkiem: http:///www.youtube.com/watch?v=Y3gVAwOKtS4 jest palony posąg bóstwa czczonego przeze mnie i trzy formalnie zarejestrowane związki wyznaniowe w Polsce (Związek Wyznaniowy Rodzima Wiara, Zachodniosłowiański Związek Wyznaniowy Słowiańska Wiara, Rodzimy Kościół Polski). To analogiczne, jak gdyby ktoś próbował «inscenizować» spalenie Biblii, krzyża czy figury przedstawiającej Jezusa”.

 

Oglądam nagranie: na filmie widać wojowników w dawnych słowiańskich strojach. Spacerują wokół spalanego w ognisku posągu i wykrzykują:

„Kto jeszcze nie wierzy?

 

Komu mało?

 

Nowa wiara!

 

W tym nasza przyszłość!”.

 

Atmosfera pikniku, wokół ludzie w letnich ubraniach robią sobie pamiątkowe zdjęcia, śmieją się dzieci. To ważne: gapie też zostaną oskarżeni o obrazę uczuć religijnych.

 

Film nakręcono 12 czerwca 2010 roku podczas VI Festiwalu Kultury Słowiańskiej i Cysterskiej w Lądzie. Festiwal organizowany jest od 2005 roku. Pięć lat później odbył się pod hasłem „Misje, kościoły i klasztory. W sobotę 12 czerwca 2010 roku o godzinie szesnastej na podgrodziu rozpoczęła się inscenizacja pod tytułem „Niech Bóg pokaże swoją siłę”, podczas której palono pogańskie posągi.

 

Dwa lata później Adam Miauczyński, lat 20, bezrobotny, kawaler, niekarany, zgłasza w tej sprawie ustne zawiadomienie do prokuratury. Na film w internecie natyka się przypadkiem. Nie jest jeszcze członkiem żadnego z rodzimowierczych związków, jednak zamierza do jednego z nich przystąpić.

 

Śledczym mówi: „Bóg Perun odpowiada ogólnie za burze i pioruny. Wierzę w to, że objawia się w postaci żywiołów. Z tego, co się orientuję, to w Polsce jest około tysiąca osób, które wyznają wiarę rodzimowierczą. Ja nie potrafię dużo powiedzieć na temat tej wiary, ponieważ stosunkowo niedawno zostałem rodzimowiercą, to znaczy kilka miesięcy temu [...]. Sądzę, że pomysłodawca tego palenia Peruna przyczynił się do tego, że moje uczucia religijne zostały obrażone. Pośrednio również osoby, które brały udział w inscenizacji, są winne obrazy moich uczuć religijnych, bo wcale nie musiały tego robić. Proszę sobie wyobrazić, jakby czuł się katolik, gdyby palony był krzyż. Ja to samo czuję, jak widzę, że palony jest posąg Peruna czy jakiegokolwiek innego bóstwa słowiańskiego”.

 

Dziesiątego sierpnia 2012 roku Komenda Miejska Policji w Nowym Sączu odmówiła wszczęcia dochodzenia w sprawie spalenia posągu Peruna wobec braku znamion czynu zabronionego.

 

CHRONIĆ TO, CO LUDZKIE

 

„Indywidualny przedmiot ochrony tego czynu zabronionego opisuje się również jako wolność od dyskomfortu psychicznego spowodowanego zachowaniami wyrażającymi brak szacunku dla wyznania pokrzywdzonego. Przedmiotem ochrony na żadnym poziomie ogólności nie jest cześć czy godność samego bóstwa [...], przedmiotem ochrony przepisu art. 196 Kodeksu karnego «nie jest to, co boskie, ale to, co ludzkie»”.

 

Magdalena Budyn-Kulik, Znieważanie uczuć religijnych – analiza dogmatyczna i praktyka ścigania, Instytut Wymiaru Sprawiedliwości

 

SIKANIE POD CHÓREM

 

Obrażony: Tomasz Grzelski z Bydgoszczy, kościelny

 

Łucjan Trzeciakowski mocz oddaje między ławkami, pod lewym chórem, w obecności około piętnastu osób. W sobotę 1 maja 2010 roku na porannej mszy świętej w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa na placu Piastowskim w Bydgoszczy.

Lat 24, kawaler, kilkakrotnie karany, z zawodu stolarz, bezrobotny, bezdomny, pomieszkujący na działce numer 53 ogródków działkowych przy ulicy Inowrocławskiej.

 

Do wejścia do kościoła zachęca go pięćdziesięcioczterolatek („Gdyż chciałem się pomodlić”), z którym wcześniej pił wódkę i piwo. Trzeciakowski zezna potem: „Na rondzie coś wypiliśmy [...]. Ja nie pamiętam ile, gdyż byłem jeszcze pijany, gdyż w nocy byłem na imprezie w lokalu [...]. Z uwagi na to, że byłem bardzo pijany, nie pamiętam, na której ławce usiadłem. Wiem jedynie, że chciało mi się siku. W związku z tym załatwiłem się na miejscu pod ławkę”.

 

Policję powiadamia Tomasz Grzelski, lat 36, kościelny: „Mężczyzna ten w moim odczuciu dokonał obrazy uczuć religijnych [...] i powinien ponieść karę”.

 

Nazajutrz Łucjan Trzeciakowski przyznaje się do znieważania miejsca przeznaczonego do publicznego wykonywania obrzędów religijnych.

Z parafialnej strony internetowej dowiaduję się, że kościelny Tomasz Grzelski jest „nad wyraz rzetelny i pracowity oraz znający się na rzeczy, a przy tym obdarzony dużą dozą poczucia humoru”. Wypytuję go pięć lat po tamtym zdarzeniu.

 

– Nie za ostro pan go potraktował? Facet pewnie był pijany w sztok, popuścił, może nie zrobił tego, by kogoś obrażać?

 

– To akurat było z premedytacją – nie ma wątpliwości Tomasz Grzelski. – Facet zaczepiał ludzi podczas mszy. A kiedy próbowałem go wyprowadzić z kościoła, to stwierdził, że się odleje. Przecież nie do każdego wypróżniania w kościele wołam policję.

 

– To jest ich więcej?! – dziwię się.

 

– Kościelnym jestem od osiemnastu lat i zdarzało się już wiele razy. Kilkakrotnie ktoś zesikał się do kropielnicy. Dwukrotnie zostawiano kał przed ołtarzem. Kościół jest otwarty przez cały dzień i w każdej chwili można wejść się pomodlić. Wchodzą nie tylko po to. Piją w kościelnych ławkach. Jedzą. Syf zostawiają taki, że ludzie nie są potem w stanie w ławce usiąść. Innym razem ktoś sprofanował stułę przewieszoną przez konfesjonał. Wypisał na niej trzy szóstki. W czasie mszy potrafi ą stać z dziesięć minut w nawie i wykrzykiwać: „Złodzieje, pedały!”. Zazwyczaj w dni powszednie, kiedy nie ma dużo ludzi. Bo w niedziele to zawsze znajdzie się ktoś, kto pomoże mi takich wyprowadzić.

 

– Niebezpieczna ta pana praca?

 

– Trudno zliczyć, ile razy musiałem wzywać policję. I nie chodzi tu tylko o obrażanie uczuć. Jakiś czas temu facet wpadł do zakrystii i chciał się bić. A inny przyszedł z siekierą i wykrzykiwał, że wszystkich zabije.

 

Sąd Rejonowy w Bydgoszczy skazał za obrazę uczuć religijnych Łucjana Trzeciakowskiego na karę ośmiu miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata i dozór kuratora sądowego. Ponad rok później, po tym jak doprowadził do obcowania płciowego i poddania się innej czynności seksualnej kobietę upośledzoną umysłowo, karę odwieszono.

 

UMYSŁY LUDZI

 

„Mam wrażenie, że w III RP postępuje powolne odejście od wartości, które uznaje zachodnia demokracja liberalna, to znaczy wolności słowa i wolności ekspresji artystycznej. Ta zmiana rodzi się jednak nie w systemie prawa, ale w umysłach i sercach ludzi”.

Agnieszka Holland, reżyserka, w czasie debaty „Kultury Liberalnej”, lipiec 2015

 

ZESZYT ZNALEZIONY W GARAŻU

 

Obrażony: Arkadiusz Kordek z Opola, były pracownik aresztu

 

Rysunki są sto dwadzieścia dwa. Prokuraturze dostarcza je na płycie Arkadiusz Kordek, lat 48, emerytowany kierownik działu penitencjarnego Aresztu Śledczego w Opolu.

 

W katalogu zatytułowanym Grafiki dyrektora Zakładu Karnego Opole znajdują się dziewięćdziesiąt cztery pliki.

 

Na rysunku numer 14: mężczyzna z penisem we wzwodzie długości stu dwóch centymetrów i podpisem „Janek i jego Rudy 102”.

 

Na rysunku numer 49: mężczyzna dźwigający monstrualnych rozmiarów jądra i podpis „Transport broni jądrowej”.

 

Na rysunku numer 84: kowboj uzbrojony w penisy zamiast pistoletów.

 

Drugi katalog ma tytuł KL (Konzentrationslager) i zawiera czternaście plików.

 

Na rysunku KL 1: z komina wydobywa się dym tworzący na niebie napis WESOŁYCH ŚWIĄT. I podpis: „Święta w Birkenau”.

 

Na rysunku 11: onanizująca się przed hitlerowcem kobieta i podpis „Ruch oporu”.

 

Trzeci katalog nosi nazwę Religia i też mieści czternaście skanów.

 

Na rysunku numer 1: „Z cyklu Biblia na nowo odczytana” – penis zwija się wokół drzewa niczym wąż, a sperma wytryskuje z niego wprost do ust stojącej pod drzewem nagiej kobiety. I podpis: „Kuszenie Ewy”. Na rysunku numer 11: z konfesjonału wystaje penis, co dwie stojące obok panie komentują: „To ten nowy wikary”.

 

Arkadiusz Kordek wyjaśnia, że na początku sierpnia 2012 roku przeglądał w swoim garażu papiery, które zabrał po zakończeniu pracy w areszcie. „Wśród tych materiałów znajdował się zeszyt wraz z rysunkami oraz tekstami, które zostały wykonane przez funkcjonariusza publicznego, obecnego dyrektora Zakładu Karnego w Opolu”.

 

W zeszycie Kordek znajduje swój studencki pseudonim „Jalu”, a także nazwiska: obecnej nauczycielki w szkole numer 21, profesora i doktora Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Opolskiego, a także pseudonim radnego Platformy Obywatelskiej.

 

„Skoro dowody te znalazły się u mnie w garażu, wśród moich materiałów, w czasie, w którym nie byłem w służbie, to najprawdopodobniej dostęp do nich miały osoba lub osoby trzecie. Uważam, że charakter pisma osoby, która stworzyła te dowody, jak i specyficzny charakter rysunków tej osoby wskazują w sposób jednoznaczny na jej autora, czyli pana [tu pada nazwisko dyrektora]. Przekonanie moje bierze się stąd, że w 2005 roku pan [znów nazwisko dyrektora] zajął drugie miejsce wśród funkcjonariuszy i pracowników Służby Więziennej w konkursie «Satyra poza krawędzią», gdzie wykonane przez niego inne rysunki są charakterystycznymi dla wniesionych dowodów oraz ich autora [...]. Zarówno zawarte we wniesionych dowodach teksty dotyczące mojej osoby, jak i symboli religijnych – krzyża i Jezusa Chrystusa – w mojej ocenie wskazują, że mogło dojść nie tylko do obrazy moich uczuć religijnych, lecz także być może także do obrazy uczuć religijnych innych osób”.

 

W toku śledztwa dyrektor więzienia w Opolu przyznaje się do wykonania zaledwie kilku rysunków (między innymi orła rozmawiającego z niemiecką wroną). Śledczym opowiada, że rysunki pochodzą z połowy lat osiemdziesiątych, powstawały na zajęciach wojskowych, na trzecim lub czwartym roku filologii polskiej w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Opolu. „Prowadziliśmy kilka zeszytów. Zabawa polegała na tym, że podczas mniej interesujących zajęć ktoś wyciągnął zeszyt i coś narysował, następnie podał dalej. Każdy z nas coś dorysowywał. Po tym, jak skończył się jeden zeszyt, zaczynaliśmy następny”.

 

Arkadiusz Kordek studiował na tym samym roku. Jak pamięta dyrektor więzienia, w czasie kiedy powstawały rysunki, przebywał jednak na urlopie dziekańskim. „Nie mogłem mieć na celu obrazy uczuć religijnych Arkadiusza Kordka, ponieważ nie było go w czasie tworzenia tych rysunków”.

 

Prokuratura Rejonowa w Kluczborku umorzyła dochodzenie. Stwierdziła, że „[...] rysunki te (w części wykonane przez dyrektora) nie były nigdy publikowane przez niego, powielane, ujawniane”. Dyrektor z Opola został jednak przez władze Służby Więziennej odwołany z funkcji.

 

WARA OD WIARY!

 

W 2012 roku Ruch Palikota zaproponował wykreślenie z Kodeksu karnego artykułu 196. Sejm odrzucił ten projekt. Przeciw wykreśleniu było 389 posłów Platformy Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego, Prawa i Sprawiedliwości, Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Solidarnej Polski. „Wara wam od mojej wiary” – komentował poseł SLD Romuald Ajchler.

 

MODLITWA PRZED MATEMATYKĄ

 

Obrażony: Karol Jabłoński z Golasowic

 

Modlitwa w szkole w liczących półtora tysiąca mieszkańców Golasowicach jest krótka i brzmi tak: Duchu Święty, który oświecasz serca i umysły nasze, dodaj nam ochoty i zdolności, aby ta nauka była dla nas z pożytkiem doczesnym i wiecznym.

 

Karol Jabłoński, lat 45, sztygar w Jastrzębskiej Spółce Węglowej, poskarżył się na nią Kuratorium Oświaty w Katowicach. A było tak:

 

– Żona jest katoliczką, praktykującą, chociaż ostatnio coraz mniej. Syn do niedawna był ministrantem. Przestał nim być, gdy proboszcz zaczął nas wytykać z ambony. Teraz jak idzie do kościoła, to w innej gminie. A ja jestem ateistą. Do Golasowic przeprowadziliśmy się jakiś czas temu, kupiliśmy działkę, wybudowaliśmy tu dom. Wieś jest mała, szybko się rozniosło, że nie chodzę do kościoła. Z początku śmialiśmy się z tego. Dyrektorka, kiedy widziała żonę pod kościołem, wskakiwała do jej samochodu, chwytała za rękę i zapewniała, że codziennie rano modli się za moje nawrócenie. O modlitwie na matematyce usłyszeliśmy gdzieś przypadkowo, ale nie chciało nam się w to wierzyć.

 

Przestało być śmiesznie, gdy przez telefon rozmawiałem z dyrektorką o przemocy w szkole. Przemoc z pewnością jest, niedawno podczas kontroli stwierdziło ją kuratorium

 

i wystawiło szkole najniższą możliwą ocenę. Zwracam się do dyrektorki, przecież ona jest biologiem, uczy przyrody, doskonale powinna rozumieć, że na korytarzach szkolnych często liczy się prawo silniejszego, i umieć rozwiązywać takie problemy. A ona mi na to: „Czekam na śmierć jak na randkę z ukochanym”. Myślałem, że zwariowała. Kilka dni później obdzwoniłem innych rodziców i przekonałem się, że modlitwa na matematyce jest naprawdę. Na stojąco. Syn to potwierdził, jakby nigdy nic, jakby to była część rachunków.

 

Modlitwę w szkole w Golasowicach odmawia się już od dwudziestu pięciu lat. Nie tylko przed matematyką, ale codziennie, przed rozpoczęciem zajęć. Została nawet uzgodniona z ewangelickim pastorem (bo jedna trzecia Golasowic to protestanci) i – jak twierdzi dyrektorka – nie są jej przeciwni także świadkowie Jehowy. A niewierzących dzieci w Golasowicach zdaniem dyrektorki nie ma wcale.

 

– A ja uważam, że to pranie mózgów małym dzieciom – oburza się Jabłoński. – Przez takie szkoły mamy teraz w Polsce to, co mamy. Modlenie się na religii rozumiem, ale na innych lekcjach to już przekroczenie granic. Katolik, nie katolik, wszyscy uczniowie muszą wstać i modlić się do Ducha Świętego. Rodzice nigdy nie protestowali, bo wolą się nie wychylać. Jak zawiadomiłem o tym kuratorium, to ksiądz z ambony opowiadał, że jestem arogancki i zły. Odsądzano mnie od czci w Radiu Maryja. Musiałem monitoring założyć, bo nasz dom obrzucają jajkami, podrzucają różne rzeczy. Sąsiad opowiada, że żałuje, iż sprzedał mi ziemię.

 

Jak już brakowało argumentów, dyrektorka wytoczyła naszemu synowi sprawę w sądzie, zarzucając demoralizację. Sprawę sąd oczywiście umorzył, a nauczyciele w nowej szkole chwalą syna i zapewniają, że nie ma z nim żadnych problemów.

 

Tak, obrażono moje uczucia. Bo każdy może się modlić. Ale na lekcjach matematyki? W świeckiej szkole? Po co dzieciakom prać mózgi? Po co iść jeszcze krok, dwa dalej, skoro już w szkole prowadzone są lekcje religii? Żeby później wychowankowie takich szkół obrzucali jajkami domy ludzi inaczej od nich myślących?

 

Społeczeństwo i tak już się za bardzo zradykalizowało. Niektórych znam od dwudziestu, trzydziestu lat i dopiero Teraz, widząc, jaką nienawiścią zieją na fejsbuku, poznaję ich naprawdę.

 

Kuratorium nie zabroniło odmawiania modlitwy w szkole w Golasowicach. Pod warunkiem że będzie się to odbywać przed lekcjami. Teraz uczniowie modlą się do Ducha Świętego o godzinie 7.59.

 

 

NIEWIERZĄCY NIE MAJĄ UCZUĆ RELIGIJNYCH

 

Jesienią 2015 roku Trybunał Konstytucyjny, odpowiadając na skargę prawników Dody, uznał, że artykuł 196 Kodeksu karnego to ingerencja w wolność słowa, ale uprawniona. Nie narusza bowiem istoty wolności słowa i debaty publicznej, bo ta nie polega na obrażaniu czy okazywaniu pogardy. Można negować istnienie Boga, byle nie w sposób znieważający. Trybunał nie zgodził się z zarzutem, że przepis dyskryminuje niewierzących. W końcu dotyczy tylko uczuć religijnych, których przecież niewierzący nie mają.

 

 

CHRYSTUS SZALIKOWIEC

 

Obrażony: ksiądz Sławomir Zapłacki ze Świebodzina

 

W zimowy deszczowy dzień, gdy zajeżdżam do Świebodzina, Jezus Chrystus Król Wszechświata jest szary, jak szare bywa grudniowe niebo. Ale w tamtą, choć mglistą noc barw dodaje mu żółto-biało-zielony szalik Falubazu Zielona Góra.

 

Jest 1 października 2011 roku, noc poprzedzająca finał żużlowej ligi. Szalik ma czterdzieści metrów długości, cztery metry szerokości i waży pięćdziesiąt kilogramów. Podobno uszyło go kółko gospodyń, a ściągać z Chrystusa będzie straż pożarna.

 

W sobotę około godziny dwudziestej trzeciej Zbigniew G., stróż pilnujący budowy, na której stoi figura, po wypiciu pół litra wódki Soplica (nazajutrz o godzinie dwunastej trzydzieści badanie alkoholu w wydychanym powietrzu wykaże 0,88 mg/dm3), jak sam potem stwierdzi – niespodziewanie zasypia (obudzi się dopiero rano), a nieznani mu (choć to z nimi spożywał wódkę, rozmawiając o rzeźbach) sprawcy w wieku dwudziestu–dwudziestu pięciu lat włamują się do pomnika, wdrapują na głowę Chrystusa i wieszają szal.

 

– Pięknie wykonany, równo zszyty, misterna robota – powie potem dziennikarzom jeden z prokuratorów.

 

Prokuraturę zawiadamia Sławomir Zapłacki, emerytowany ksiądz z parafii Miłosierdzia Bożego w Świebodzinie. To on był pomysłodawcą budowy pomnika. Chciał, by przypominał pomnik Chrystusa Odkupiciela w Rio de Janeiro. Ten w Świebodzinie jest najwyższą rzeźbą przedstawiającą Chrystusa na świecie.

 

Podobnie jak największy, w końcu dostał się do finału ligi – myśleli pewnie pomysłodawcy zawieszenia szalika – jest ich klub.

 

Ksiądz wnosi o ściganie i skazanie sprawców czynu, nie tylko dlatego że uszkodzili drzwi wejściowe do figury pomnika Chrystusa (szkoda: tysiąc złotych), lecz także bo „czyn powieszenia szala obraża uczucia religijne wierzących”.

 

Tamtej nocy kibice fotografują szarego Chrystusa w kolorowym szaliku Falubazu i wysyłają sobie zdjęcia z życzeniem: „Niech Pan tego dnia prowadzi nas do zwycięstwa“. Falubaz wygrywa 52:38 z Unią Leszno i zdobywa mistrzostwo Polski.

 

Stowarzyszenie kibiców twierdzi, że fani Falubazu nie chcieli nikogo obrazić, i wpłacają parafii tysiąc złotych.

 

Prokuratura postanawia zniszczyć dowód rzeczowy. Walczą o niego kibice (chcą go zlicytować, a pieniądze przeznaczyć na leczenie chorego kolegi), chce go nawet Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie (na wystawę poświęconą przejawom narodowego i lokalnego patriotyzmu). W obronie szalika staje Robert Dowhan, senator PO i prezes Falubazu – proponuje, by pieniądze z jego sprzedaży przeznaczyć na zbożny cel. Mówi, że na szaliku nie było żadnych haseł, które mogłyby wprawić choćby w zakłopotanie, a na mecze Falubazu przychodzą księża w klubowych szalikach i nikogo to nie obraża.

 

Przeciwny jest Władysław Komarnicki, prezes konkurencyjnej Stali Gorzów. Grzmi, że szalik należy spalić, bo jest dowodem profanacji.

 

W kwietniu 2012 roku wobec niewykrycia sprawców Prokuratura Rejonowa w Świebodzinie umorzyła sprawę obrazy uczuć religijnych, ale „mając na uwadze fakt, iż przedmiotowy szalik służył do popełnienia przestępstwa z artykułu 196 Kodeksu karnego”, zdecydowała, iż dowód należy przechować w depozycie do momentu przedawnienia karalności czynu. Ksiądz Sławomir Zapłacki zmarł w 2014 roku, w wieku osiemdziesięciu jeden lat. Jego serce, zgodnie z ostatnią wolą, spoczęło pod figurą Chrystusa.

 

Imiona i nazwiska niektórych bohaterów zmieniłem.

 

 

 

 

 

 

 

EN

PL