Rekolektyw.pl logo.png

Mirosław Wlekły

 

Miss Mina

 

Na minie wyleciała w powietrze Paulina Vadi, dziś bezrobotna, 29-letnia matka trojga dzieci. A także Anita Pedro, 26-letnia matka bliźniaków marząca o pracy na straganie

 

Nie czuła bólu. Szła jeszcze, utykając. Przewróciła się. Pomyślała: zginęłam. A potem się rozpłakała.

 

Augusta Chilombo Heriqueta Urica, córka rolników z Angoli, po wodę do rzeki chodziła codziennie. Jak inne dziewczyny: z nadzieją, że wróci.

 

Tamtego dnia niektóre znalazła martwe, inne ranne. Auguście oderwało nogę.

 

Gdy ratowali ją w szpitalu, przez pomyłkę o jej śmierci powiadomiono rodzinę.

 

Kilka lat później została Miss Min Przeciwpiechotnych. W nagrodę dostała nowoczesną protezę, wyprodukowaną przez najlepszą klinikę ortopedyczną w Norwegii.

 

Puszka z paprykarzem

 

Mina. Mówią, że jest długowieczna. Właściwie nieśmiertelna. Wybucha, gdy człowiek jej dotknie. Rani. Czasami zabija.

 

Wygląda jak papierośnica, puszka z paprykarzem szczecińskim albo pudełko na taśmę filmową. Najprostszą można zrobić z opakowania po konserwie, kamieni, kostki trotylu i zapalnika.

 

Opowiadają o niej tak straszne rzeczy, że postanowiłem ją poznać. Rowerem wyruszam z Luandy. Chcę przejechać całą Angolę, aż do granicy z Demokratyczną Republiką Konga.

 

Kolorowe drogi

 

Po Angoli bez mapy lepiej się nie ruszać. Nie topograficznej, która pokazywałaby, gdzie płaskowyż, a gdzie zielona dolina. I nie politycznej, z którą odwiedzałoby się miasta i prowincje. Jedyna gwarantująca przeżycie, jedyna, która pozwoli na dojechanie do celu z parą rąk i nóg, to mapa zaminowania.

 

Drogi czerwone - miny. Niebieskie - prawdopodobnie miny. Żółte i zielone - może ich nie ma. Czarne - teren rozminowany. Tych ostatnich jest w Angoli najmniej na świecie.

 

Im dalej na wschód, tym niebezpieczniej.

 

Tam, gdzie mówią w kimbundu, nie jest źle. Gdzie język zamienia się na umbundu, trzeba mieć się na baczności. Gdzie tchokwe, lepiej nie jechać. Im bliżej Konga - tym na mapie więcej niebieskiego i czerwonego.

 

Prosta robota

 

Dłuższe odpoczynki urządzam tylko przy bezpiecznych drogach. Wtedy czytam o minach. Z najnowszego raportu "Landmine and Cluster Munition Monitor" dowiaduję się, że spotkać ją można w 72 krajach świata. Na polach, łąkach, w lasach, we wsiach, na mostach i na drogach.

 

160 milionów sztuk zalega wciąż w magazynach 39 państw. 12 krajów nadal ją produkuje. Ostatnio podkładana była w Izraelu, Libii, Birmie, Afganistanie, Kolumbii i Pakistanie.

 

To prosta robota. Nie trzeba być saperem. Zakopuje się ją pod ziemią, układa na ziemi. Można wyrzucić z wyrzutni, z samolotu albo ukryć pod wodą. Jest tak skonstruowana, że gdy się na nią nadepnie, najedzie lub wpłynie, wybucha.

 

Mięso młodych krewnych

 

Mijam Dondo, Kamungo, Alto Hama, kiedyś malownicze, dziś zniszczone wojną miasteczka. Dojeżdżam do Huambo. Okropne historie krążą po tej okolicy od dawna. Jedna z legend mówi, że Huambo Kalunga, wioskowy król, od którego imienia wzięło nazwę miasto, gustował w mięsie swoich młodych krewnych. Miał apetyt. Rodzina nie zdążała dostarczać pożywienia.

 

Zaś w pobliskim Caala uważano, że monarcha nie mógł iść do grobu samotnie. Żywcem zakopywano z nim najpiękniejsze kobiety w wiosce.

 

Ale to, co stało się w drugiej połowie poprzedniego wieku, było gorsze od najstraszniejszych opowieści z tych okolic.

 

Nieważne, kto strzelał

 

Rozpoczęło się od wystąpienia przeciw portugalskim kolonizatorom. Bojownicy Ludowego Ruchu Wyzwolenia Angoli (MPLA) zaatakowali więzienie w Luandzie 4 lutego 1961 roku. Po 14 latach wojny partyzanckiej państwo ogłosiło niepodległość.

Ale kiedy wyprowadzili się Portugalczycy, konflikt, zamiast ustać, przerodził się w jeszcze krwawszą wojnę domową. Marksistowska MPLA, Narodowy Front Wyzwolenia Angoli (FNLA) i Krajowy Związek na rzecz Całkowitego Wyzwolenia Angoli (UNITA) rozpoczęły rzeź.

 

W wielkiej łapance nie przepuszczono nikomu. Ojcu, synowi, a nawet wnukowi. Walczące strony przeczesywały wioskę po wiosce. Siłą mobilizowały do armii. Kto odmawiał, ginął.

 

Szczęściarze przeczekali wojnę w ukryciu. Jak Mariano Kapuma, 40-letni katecheta, jeden z najstarszych mężczyzn we wsi Quipeio. W dżunglach otaczających najwyższy szczyt Angoli Moco de Morro ukrywał się przez 16 lat.

 

Albo inaczej, jak Ernesto Davoka (Ernesto Nadzieja), który zamiast dostać kulkę w skroń, dostał się do więzienia. Siedział pięć lat.

 

Wojna skończyła się w 2002 roku i była jedną z najdłuższych na świecie. Zginęło nawet milion ludzi. Zwycięskie MPLA przejęło władzę. I od razu skończyły się spory. Dziś nikogo już nie interesuje, kto walczył dla MPLA, a kto dla UNITA. Nikt nie dochodzi, kto strzelał do ojca czy syna. Niedawny wróg znów w zgodzie żyje obok wroga. Przedziwne, jak wojna może z dnia na dzień zmienić się w pokój. Przedziwne, jak dawno zakończona wojna może wciąż zabijać. Robić z ludzi inwalidów. Sprawcą nieszczęść są miny. Podłożono ich tu 15 milionów.

 

Zdaniem chirurgów

 

We wciąż zrujnowanym po wojnie Huambo akurat działa internet. Do wyszukiwarki wpisuję jej imię. Sieć podpowiada mi, że jej ojczyzną są Chiny. Podobno pierwsza wybuchła tam już w III wieku. To mało prawdopodobne, bo proch Chińczycy wynaleźli o wiele później. Ale na pewno używano jej w XIII stuleciu.

 

Pierwszą w Europie skonstruował hiszpański żołnierz Pedro Navarro, który w 1495 roku wysadził Castello Nuovo w Neapolu. W wojnie rosyjsko-tureckiej (1877-78) po raz pierwszy wybuchała pod wpływem nacisku. A podczas I wojny światowej Brytyjczycy zamiast ładunku wybuchowego zaczęli wkładać do niej trujący gaz.

 

Prawdziwym przełomem była II wojna światowa. Podłożono ich wtedy kilkadziesiąt milionów. Była tak tania, łatwa w produkcji i skuteczna, że w XX wieku brała udział w niemal każdym konflikcie. Coraz częściej jej ofiarami padali cywile.

 

Chirurdzy twierdzą, że rany przez nią spowodowane są najgorsze, z jakimi mają do czynienia podczas wojen. Odrywa jedną lub obie nogi, wbija w ciało grudki ziemi, fragmenty swojej obudowy, części obuwia i kości. Jeśli wybucha przy przenoszeniu, uszkadza ręce, twarz, brzuch i klatkę piersiową. Powoduje ślepotę, urazy psychiczne. Pod warunkiem że daruje życie.

 

Nie omijać kałuż

 

W okolicach Chinguar, w samym sercu kraju, lepiej na nią uważać. Na mapie coraz częściej czarne zamienia się w żółte lub zielone.

 

Ktoś mi dobrze poradził: siusiu lepiej robić na drogę, zamiast wchodzić w krzaki; kałuże - lepiej w nie wjechać, niż omijać poboczem.

 

Rozminowuje się drogi. Na polach, łąkach i w lasach ludzie nadal tracą kończyny.

 

Ksiądz Agostinho nieraz wyjeżdżał pick-upem za miasto. Tylko kwestią czasu było, kiedy trafi na minę. Któregoś razu auto wyleciało jak z katapulty. Pasażerowie zginęli. Ksiądz ledwie dotarł do plebanii. Dziś jest proboszczem w tej samej parafii. Wyjeżdżając z domu, myśli o minach.

Zakończona dziesięć lat temu wojna wciąż zabija. Każdego roku od kilkunastu do ponad stu Angolczyków. Jeszcze więcej jest rannych. - Zazwyczaj udaje się ich uratować - powie mi potem Evarysto Luis Kambembe, pracownik MAG, brytyjskiej organizacji rozminowującej Angolę. - Ale jeśli szpital jest bardzo daleko, wykrwawiają się po drodze.

 

Gwiazda filmowa

 

Zdrowie tracili przez nią znani ludzie. Robert Capa, guru fotoreporterów, autor zdjęć z pięciu wojen, zginął na niej w Indochinach z aparatem Contax w ręce.

 

Kapuściński pisał o niej w "Jeszcze dzień życia": "Śmierć dopada z ukrycia, czyha pod piaskiem, pod kamieniem, pod kępą tarniny. Ziemia była kiedyś źródłem życia, spichlerzem, dobrem pożądanym. Teraz, w tamtych stronach, człowiek patrzy na ziemię podejrzliwie, nieufnie, z lękiem i nienawiścią".

 

Pisze też Arturo Pérez-Reverte w "Bataliście": "Zauważyłem, że trawa w rowie rosła prosto. Wysoka i nietknięta. Nikt po niej nie chodził. Marković cmoknął. Znał różnicę między trawą zdeptaną i niezdeptaną".

 

W filmie "Ziemia niczyja" (reż. Danis Tanović) serbscy żołnierze dla zabawy podkładają ją pod ciało bośniackiego żołnierza, myśląc, że nie żyje. Doświadczony żołnierz mówi do żółtodzioba:

 

"- To mina wyskakująca. Kiedy, jak to mówią w armii, siła żywa na nią wlezie, to co się stanie z miną?

 

- Wybuchnie.

 

- Nic się nie stanie. Ale kiedy siła żywa podniesie z niej nogę, ona odskoczy i wybuchnie, rozpryskując dwa tysiące ołowianych kulek, które zabiją wszystko w promieniu 50 metrów".

 

W "Bez granic" (reż. Martin Campbell) Sarah (Angelina Jolie) ginie na niej w Czeczenii na oczach swojego kochanka z organizacji Lekarze bez Granic. W "Polach śmierci" (reż. Roland Joffé) życie na niej tracą próbujący uciec z Kambodży.

 

Wreszcie w angolskim "Bohaterze" (reż. Zézé Gamboa) żołnierz po 20 latach na wojnie wraca bez nogi, a ktoś kradnie mu protezę. Mówi na antenie radia: - Nigdy nie zapomnę jednej chwili, nawet we śnie. Dnia, w którym wpadłem na minę i straciłem nogę. Proszę, chodźcie z oczami szeroko otwartymi, żeby wam się coś takiego nie stało.

 

Kazimierz Nowak spisany

 

O bezpieczną drogę zapytałbym miejscowych, ale w Angoli na pomoc drani, którzy dorwali się do władzy, nie ma co liczyć.

 

- Wierzący? Religia? Dzieci? - szef ochrony gminnej, najwyraźniej upojony alkoholem, notuje odpowiedzi w kalendarzu. Jedna strona to informacje o mnie, Polaku przemierzającym Afrykę. A teraz druga - uwaga! - zaczyna wypytywać i całą zapisywać informacjami o Kaziemierzu Nowaku, przedwojennym podróżniku, którego śladów tu poszukuję.

 

I tak Nowak 74 lata po swojej śmierci zostaje bezwzględnie spisany.

 

Na ulicach Kwanzy, wyjątkowo ponurej miejscowości nad pełną krokodyli rzeką, od której wzięła swoją nazwę, aż roi się od zawianych urzędników i mundurowych. Po błotnistych ulicach chodzą z kałasznikowami.

 

Dwa dni wcześniej w Kuito Marie Demulier z Halo Trust, brytyjsko-amerykańskiej organizacji rozminowującej, ostrzega, że dalej na wschód na dobre skończy się asfalt. Daje nowe mapy zaminowania. Są bardziej kolorowe od poprzednich. Brnę przez błoto gruntowych dróg właśnie odnowionych przez Chińczyków. Nie mam odwagi zagadnąć chłopca bez nogi, który stoi na poboczu.

 

Księżna Diana zginęła przez miny

 

Dodać otuchy angolskim dzieciom, które tracą zdrowie przez miny, kilka lat temu pojechała Natalia Kukulska. Bo mina to też przedmiot działań celebrytek. Najbardziej zaangażowana z gwiazd to Angelina Jolie. A dawniej księżna Diana, która nagłaśniała akcję zakazu stosowania min przeciwpiechotnych. Była w Angoli i Bośni, a pod koniec 1997 roku miała się wybrać do Kambodży.

- Śmierć księżnej Diany nie była zwykłym wypadkiem - ogłosił potem znany prawnik Michael Mansfield. Zginęła - stwierdził - bo chciała ujawnić nazwiska wysoko postawionych Brytyjczyków zamieszanych w handel minami.

 

Oczyścić wszystkie kraje

 

Międzynarodowa Kampania na rzecz Zakazu Min Przeciwpoiechotnych, która w 1997 roku doprowadziła do podpisania traktatu ottawskiego i w tym samym roku dostała Pokojową Nagrodę Nobla, zamierza oczyścić wszystkie zaminowane kraje świata.

 

Już w 1988 roku zaczęto oczyszczać Afganistan, a cztery lata później Kambodżę i północny Irak. Powstały: HALO Trust (Hazardous Area Life - Support Organization), MAG (Mines Advisory Group) i inne organizacje rozminowujące.

 

Do konwencji o zakazie użycia, składowania, produkcji i przekazywania min przeciwpiechotnych nie przystąpiły dotąd między innymi: USA, Iran, Rosja, Wietnam i obie Koree.

 

Saperzy przyjdą, gdy przyjdzie czas

 

W wysuniętej na wschód olbrzymiej prowincji Moxico czerwonych i niebieskich linii na mapie będzie jeszcze więcej. Najwięcej w całym kraju. Po drodze mijam oznaczone na czerwono drzewa. Miejsca, gdzie z drogi w żadnym wypadku nie wolno zjeżdżać. Kiedy przyjdzie czas, saperzy będą przeczesywać ten teren metr po metrze. Wszystkie czerwone znaki z drzew znikną najwcześniej za kilkanaście lat.

 

Moxico sąsiaduje z Demokratyczną Republiką Konga i Zambią i teraz, dzięki saperom, pojechać już można za granicę. Ale w Moxico wciąż jest najwięcej ofiar.

 

Każdego dnia 170 tysięcy Angolczyków wychodzi z domów w strachu, czy nie wyleci na minie. W strachu, a może w nieświadomości? Wiele rodzin nie daje się przekonać. Trudno normalnie żyć, gdy nie można iść nad rzekę lub uprawiać pola. Ludzie chodzą po wodę, zbierają drewno, uprawiają warzywa, pasą zwierzęta. Niektórzy płacą za to życiem.

W zeszłym tygodniu Polska jako ostatni kraj Unii Europejskiej podpisała traktat o likwidacji min przeciwpiechotnych.

 

Nie odróżnia dziecka od żołnierza

 

Wertuję najnowszy raport o minach na świecie. Drżę na myśl, że tu, gdzie teraz jestem, może być ich najwięcej. Z Angolą w tej makabrycznej statystyce równać się mogą: Kambodża, Afganistan, Bośnia i Hercegowina.

 

W 2010 roku mina spowodowała 4191 wypadków. Zabiła przynajmniej 1155 osób. Najwięcej w Afganistanie (1211), Kolumbii (512) i Pakistanie (394).

 

Aż siedem na dziesięć jej ofiar było cywilami. Co czwarta była niepełnoletnia. Bo mina nie odróżnia stopy dziecka od stopy żołnierza.

 

Mina za 14 euro

 

Poligon w Chicala, 30 kilometrów od Lueny. Saper Joao opowiada o rozminowaniu okolicy. Dziennie wykopują tu najwyżej dziesięć min. Rząd na rozminowanie kraju wydaje krocie, ale jest nieskuteczny. Lepiej wychodzi to zagranicznym organizacjom, choć mają mniejszy budżet.

 

Miny, nawet gdy nie urywają rąk, to pogłębiają ubóstwo. Bo na najbardziej zagrożonych terenach nie uprawia się ziemi. I zaniżają poziom higieny. Bo chodzenie po wodę jest niebezpieczne.

 

Następnego dnia w Luenie Johan Botha, szef misji MAG, oprowadza po prowizorycznym muzeum. Zebrano tu dziesiątki min: - Cieszymy się z każdej wyciągniętej, ale najbardziej z wydobytej z terenu zamieszkanego. Większość podkładano przy drogach i we wsiach. W Angoli stosowano wszystkie rodzaje min. Nawet plastikowe. Były tu też polskie.

 

Polska jako ostatni kraj Unii Europejskiej ratyfikowała 21 listopada traktat ottawski o likwidacji min przeciwpiechotnych. Polska będzie musiała zniszczyć nasze zapasy min w ciągu czterech i pół roku.

Takie same miny (PMD-6 i MON), jakie wciąż są na wyposażeniu polskiej armii, oderwały nogi uczestniczkom wymyślonych przez Norwega Mortena Traavika wyborów Miss Min Przeciwpiechotnych.

 

Na pierwszej wyleciała, uciekając przed żołnierzami w okolicy Lubango, Paulina Vadi, dziś bezrobotna, 29-letnia matka trojga dzieci. Na drugiej Anita Pedro, teraz 26-letnia matka bliźniaków, marząca o pracy na straganie.

 

Wystawa ich zdjęć objechała też największe miasta Polski. Dziewczyny pokazano wraz z cenami przedmiotów, które je oszpeciły.

 

Mina, która rozszarpała Paulinę, kosztowała 14 euro. Mina Anity była droższa - 23 euro. Obu wypadków trudno było uniknąć, bo miny przeciwpiechotne - małe i często niemetalowe - są najtrudniejsze do znalezienia.

 

Owca nie wystarczy

 

Polacy mają zasługi w wykrywaniu min. Urządzenia Józefa Kosackiego, wykorzystującego fale radiowe, podczas II wojny światowej używali alianci.

 

Niemcy, którzy nie znali tego wynalazku, do rozminowywania brali nawet cywilów. Wypuszczali ich na pola, by ciałami detonowali ładunki.

 

W Bośni sądzono, że na zaminowanych terenach wystarczy wypasać owce. Ale wiele min jest tak skonstruowanych, że wybuchają dopiero pod ciężarem człowieka.

 

Niegroźne okazały się dla pingwinów, które upodobały sobie pola minowe w czasie wojny o Falklandy. Ważyły za mało, by zdetonować ładunki.

 

Byli żołnierze, są rolnicy

 

Okolic lotniska w Luenie jeszcze nie rozminowano. Do miasta docieram dzień po tym, gdy na minie stanął tam trzydziestoparolatek, ojciec kilkorga dzieci. W MAG pokazują mi jego zdjęcie. Mina rozszarpała mu stopy, tułów i ręce. Na zdjęciu leży na białym prześcieradle. Ma szczęście, że musiano mu amputować tylko jedną nogę.

 

Ofiary kieruje się do jednego z 11 coraz biedniejszych centrów ortopedycznych.

 

- Dawniej rozdawaliśmy 40 protez miesięcznie, teraz nie mamy tylu rocznie - opowiada Manuel Zango, dyrektor Regionalnego Centrum Rehabilitacji Fizycznej w Luenie, obsługującego aż trzy prowincje. - Kiedyś zajmowaliśmy się ofiarami wojny, dziś ofiarami min. Wtedy byli to żołnierze, teraz głównie rolnicy. Tylko w ubiegłym roku mieliśmy 163 pacjentów, którzy ucierpieli na minach. I tylko 30 nowych protez. Bez końca reperujemy stare.

 

W centrum rehabilitacyjnym technikiem jest Joao Batista, po godzinach trener 11 de Novembro, najlepszej drużyny jednonogich piłkarzy w kraju. - Wyspecjalizowaliśmy się w tej dyscyplinie. Mamy nawet ligę - pokazuje zdjęcia grających o kulach. Żałuje, że nie może zaprosić na mecz. Akurat jest przerwa w sezonie.

 

Chwali się za to, że reprezentacja narodowa zajęła dziewiąte miejsce w świecie, o czym pełnosprawni piłkarze w Angoli mogą tylko pomarzyć. Była jedyną drużyną złożoną wyłącznie z graczy dotkniętych urazami z powodu wybuchu min.

 

Omijać kości

 

Ostatni odcinek: z Lueny do Luau i dalej do granicy z Kongiem, jest najgorszy. - Omijać wojskowe wraki, kości zwierząt, zniszczone mosty i pojazdy. Wszędzie tam mogą być miny - ostrzega Evarysto Luis Kambembe z MAG. - Jeśli będziemy pracować pełną parą, czeka nas jeszcze nawet 15 lat rozminowywania. W samym Moxico trzeba oczyścić jeszcze 290 wiosek i 515 pól. W sumie 126 mln m kw.

 

W MAG słyszę, że saperom pracę utrudnia brak dokumentacji o rozmieszczeniu min. Ostatnie podkładano jeszcze w 2002 roku. - Z tego okresu jest ich najwięcej - ocenia Kambembe. Pola minowe po rozpoznaniu są znakowane. Czekają na oczyszczenie. Mimo to ludzie wciąż na nich giną, bo oznaczenia zabierają wandale.

 

Konwencja ottawska dawała Angoli czas na rozminowanie do przyszłego roku. Podczas niedawnego spotkania stron konwencji w Genewie Angola poprosiła o przedłużenie tego terminu o kolejne pięć lat.

Na całym świecie w 2010 r. rozminowano rekordowe 200 km kw. pól minowych. Wyciągnięto prawie 400 tys. min antypiechotnych i ponad 27 tys. przeciwczołgowych. Najwięcej w Afganistanie, Kambodży, Chorwacji, Iraku i na Sri Lance (w których przeprowadzono 80 proc. wszystkich akcji). Wydano na to ponad 600 mln dol. Najwięcej pieniędzy pochodziło z USA, Komisji Europejskiej, Japonii, Norwegii i Kanady. Najwięcej skierowano m.in. do Angoli.

 

Miss marzy o protezie

 

Augusta Urica kilka miesięcy po stracie nogi straciła na wojnie ojca. A także - z powodu kalectwa - szacunek ludzi. Od piękności, ale beznogiej, niejeden się odwrócił. Samotnie wychowuje kilkuletnią córkę.

 

Kiedy kilka lat temu została Miss Min Przeciwpiechotnych, przez chwilę poczuła się na szczycie. Odżyły marzenia. Chciała studiować psychologię. - Padało wiele obietnic, niewiele zostało spełnionych - opowiada. O studiach zapomniała. Tak jak o obiecywanej pomocy dla ofiar min. - Najwyraźniej ktoś tę pomoc rozkrada po drodze. Bogactwa Angoli chyba nie są dla nas.

 

Urica nie potrzebuje wiele. Zależy jej na dobrej protezie. Ta wyprodukowana przez najlepszą klinikę ortopedyczną w Norwegii jest już zniszczona. Nie ma jej kto naprawić. Na nową nie ma co liczyć. Nawet jeśli jest się Miss Min Przeciwpiechotnych.

 

Mirosław Wlekły - Tekst ukazał się w "Dużym Formacie" 27.11.2012

 

EN

PL

 

Stowarzyszenie Reporterów - Rekolektyw.pl - 2016

Rekolektyw.pl logo.png

PL

EN

PL

Rekolektyw.pl logo.png

PL

Rekolektyw.pl logo.png
Rekolektyw.pl logo.png

EN

PL

Rekolektyw.pl logo.png

EN

PL

Rekolektyw.pl logo.png

Mirosław Wlekły

 

Miss Mina

 

Na minie wyleciała w powietrze Paulina Vadi, dziś bezrobotna, 29-letnia matka trojga dzieci. A także Anita Pedro, 26-letnia matka bliźniaków marząca o pracy na straganie

 

Nie czuła bólu. Szła jeszcze, utykając. Przewróciła się. Pomyślała: zginęłam. A potem się rozpłakała.

 

Augusta Chilombo Heriqueta Urica, córka rolników z Angoli, po wodę do rzeki chodziła codziennie. Jak inne dziewczyny: z nadzieją, że wróci.

 

Tamtego dnia niektóre znalazła martwe, inne ranne. Auguście oderwało nogę.

 

Gdy ratowali ją w szpitalu, przez pomyłkę o jej śmierci powiadomiono rodzinę.

 

Kilka lat później została Miss Min Przeciwpiechotnych. W nagrodę dostała nowoczesną protezę, wyprodukowaną przez najlepszą klinikę ortopedyczną w Norwegii.

 

Puszka z paprykarzem

 

Mina. Mówią, że jest długowieczna. Właściwie nieśmiertelna. Wybucha, gdy człowiek jej dotknie. Rani. Czasami zabija.

 

Wygląda jak papierośnica, puszka z paprykarzem szczecińskim albo pudełko na taśmę filmową. Najprostszą można zrobić z opakowania po konserwie, kamieni, kostki trotylu i zapalnika.

 

Opowiadają o niej tak straszne rzeczy, że postanowiłem ją poznać. Rowerem wyruszam z Luandy. Chcę przejechać całą Angolę, aż do granicy z Demokratyczną Republiką Konga.

 

Kolorowe drogi

 

Po Angoli bez mapy lepiej się nie ruszać. Nie topograficznej, która pokazywałaby, gdzie płaskowyż, a gdzie zielona dolina. I nie politycznej, z którą odwiedzałoby się miasta i prowincje. Jedyna gwarantująca przeżycie, jedyna, która pozwoli na dojechanie do celu z parą rąk i nóg, to mapa zaminowania.

 

Drogi czerwone - miny. Niebieskie - prawdopodobnie miny. Żółte i zielone - może ich nie ma. Czarne - teren rozminowany. Tych ostatnich jest w Angoli najmniej na świecie.

 

Im dalej na wschód, tym niebezpieczniej.

 

Tam, gdzie mówią w kimbundu, nie jest źle. Gdzie język zamienia się na umbundu, trzeba mieć się na baczności. Gdzie tchokwe, lepiej nie jechać. Im bliżej Konga - tym na mapie więcej niebieskiego i czerwonego.

 

Prosta robota

 

Dłuższe odpoczynki urządzam tylko przy bezpiecznych drogach. Wtedy czytam o minach. Z najnowszego raportu "Landmine and Cluster Munition Monitor" dowiaduję się, że spotkać ją można w 72 krajach świata. Na polach, łąkach, w lasach, we wsiach, na mostach i na drogach.

 

160 milionów sztuk zalega wciąż w magazynach 39 państw. 12 krajów nadal ją produkuje. Ostatnio podkładana była w Izraelu, Libii, Birmie, Afganistanie, Kolumbii i Pakistanie.

 

To prosta robota. Nie trzeba być saperem. Zakopuje się ją pod ziemią, układa na ziemi. Można wyrzucić z wyrzutni, z samolotu albo ukryć pod wodą. Jest tak skonstruowana, że gdy się na nią nadepnie, najedzie lub wpłynie, wybucha.

 

Mięso młodych krewnych

 

Mijam Dondo, Kamungo, Alto Hama, kiedyś malownicze, dziś zniszczone wojną miasteczka. Dojeżdżam do Huambo. Okropne historie krążą po tej okolicy od dawna. Jedna z legend mówi, że Huambo Kalunga, wioskowy król, od którego imienia wzięło nazwę miasto, gustował w mięsie swoich młodych krewnych. Miał apetyt. Rodzina nie zdążała dostarczać pożywienia.

 

Zaś w pobliskim Caala uważano, że monarcha nie mógł iść do grobu samotnie. Żywcem zakopywano z nim najpiękniejsze kobiety w wiosce.

 

Ale to, co stało się w drugiej połowie poprzedniego wieku, było gorsze od najstraszniejszych opowieści z tych okolic.

 

Nieważne, kto strzelał

 

Rozpoczęło się od wystąpienia przeciw portugalskim kolonizatorom. Bojownicy Ludowego Ruchu Wyzwolenia Angoli (MPLA) zaatakowali więzienie w Luandzie 4 lutego 1961 roku. Po 14 latach wojny partyzanckiej państwo ogłosiło niepodległość.

Ale kiedy wyprowadzili się Portugalczycy, konflikt, zamiast ustać, przerodził się w jeszcze krwawszą wojnę domową. Marksistowska MPLA, Narodowy Front Wyzwolenia Angoli (FNLA) i Krajowy Związek na rzecz Całkowitego Wyzwolenia Angoli (UNITA) rozpoczęły rzeź.

 

W wielkiej łapance nie przepuszczono nikomu. Ojcu, synowi, a nawet wnukowi. Walczące strony przeczesywały wioskę po wiosce. Siłą mobilizowały do armii. Kto odmawiał, ginął.

 

Szczęściarze przeczekali wojnę w ukryciu. Jak Mariano Kapuma, 40-letni katecheta, jeden z najstarszych mężczyzn we wsi Quipeio. W dżunglach otaczających najwyższy szczyt Angoli Moco de Morro ukrywał się przez 16 lat.

 

Albo inaczej, jak Ernesto Davoka (Ernesto Nadzieja), który zamiast dostać kulkę w skroń, dostał się do więzienia. Siedział pięć lat.

 

Wojna skończyła się w 2002 roku i była jedną z najdłuższych na świecie. Zginęło nawet milion ludzi. Zwycięskie MPLA przejęło władzę. I od razu skończyły się spory. Dziś nikogo już nie interesuje, kto walczył dla MPLA, a kto dla UNITA. Nikt nie dochodzi, kto strzelał do ojca czy syna. Niedawny wróg znów w zgodzie żyje obok wroga. Przedziwne, jak wojna może z dnia na dzień zmienić się w pokój. Przedziwne, jak dawno zakończona wojna może wciąż zabijać. Robić z ludzi inwalidów. Sprawcą nieszczęść są miny. Podłożono ich tu 15 milionów.

 

Zdaniem chirurgów

 

We wciąż zrujnowanym po wojnie Huambo akurat działa internet. Do wyszukiwarki wpisuję jej imię. Sieć podpowiada mi, że jej ojczyzną są Chiny. Podobno pierwsza wybuchła tam już w III wieku. To mało prawdopodobne, bo proch Chińczycy wynaleźli o wiele później. Ale na pewno używano jej w XIII stuleciu.

 

Pierwszą w Europie skonstruował hiszpański żołnierz Pedro Navarro, który w 1495 roku wysadził Castello Nuovo w Neapolu. W wojnie rosyjsko-tureckiej (1877-78) po raz pierwszy wybuchała pod wpływem nacisku. A podczas I wojny światowej Brytyjczycy zamiast ładunku wybuchowego zaczęli wkładać do niej trujący gaz.

 

Prawdziwym przełomem była II wojna światowa. Podłożono ich wtedy kilkadziesiąt milionów. Była tak tania, łatwa w produkcji i skuteczna, że w XX wieku brała udział w niemal każdym konflikcie. Coraz częściej jej ofiarami padali cywile.

 

Chirurdzy twierdzą, że rany przez nią spowodowane są najgorsze, z jakimi mają do czynienia podczas wojen. Odrywa jedną lub obie nogi, wbija w ciało grudki ziemi, fragmenty swojej obudowy, części obuwia i kości. Jeśli wybucha przy przenoszeniu, uszkadza ręce, twarz, brzuch i klatkę piersiową. Powoduje ślepotę, urazy psychiczne. Pod warunkiem że daruje życie.

 

Nie omijać kałuż

 

W okolicach Chinguar, w samym sercu kraju, lepiej na nią uważać. Na mapie coraz częściej czarne zamienia się w żółte lub zielone.

 

Ktoś mi dobrze poradził: siusiu lepiej robić na drogę, zamiast wchodzić w krzaki; kałuże - lepiej w nie wjechać, niż omijać poboczem.

 

Rozminowuje się drogi. Na polach, łąkach i w lasach ludzie nadal tracą kończyny.

 

Ksiądz Agostinho nieraz wyjeżdżał pick-upem za miasto. Tylko kwestią czasu było, kiedy trafi na minę. Któregoś razu auto wyleciało jak z katapulty. Pasażerowie zginęli. Ksiądz ledwie dotarł do plebanii. Dziś jest proboszczem w tej samej parafii. Wyjeżdżając z domu, myśli o minach.

Zakończona dziesięć lat temu wojna wciąż zabija. Każdego roku od kilkunastu do ponad stu Angolczyków. Jeszcze więcej jest rannych. - Zazwyczaj udaje się ich uratować - powie mi potem Evarysto Luis Kambembe, pracownik MAG, brytyjskiej organizacji rozminowującej Angolę. - Ale jeśli szpital jest bardzo daleko, wykrwawiają się po drodze.

 

Gwiazda filmowa

 

Zdrowie tracili przez nią znani ludzie. Robert Capa, guru fotoreporterów, autor zdjęć z pięciu wojen, zginął na niej w Indochinach z aparatem Contax w ręce.

 

Kapuściński pisał o niej w "Jeszcze dzień życia": "Śmierć dopada z ukrycia, czyha pod piaskiem, pod kamieniem, pod kępą tarniny. Ziemia była kiedyś źródłem życia, spichlerzem, dobrem pożądanym. Teraz, w tamtych stronach, człowiek patrzy na ziemię podejrzliwie, nieufnie, z lękiem i nienawiścią".

 

Pisze też Arturo Pérez-Reverte w "Bataliście": "Zauważyłem, że trawa w rowie rosła prosto. Wysoka i nietknięta. Nikt po niej nie chodził. Marković cmoknął. Znał różnicę między trawą zdeptaną i niezdeptaną".

 

W filmie "Ziemia niczyja" (reż. Danis Tanović) serbscy żołnierze dla zabawy podkładają ją pod ciało bośniackiego żołnierza, myśląc, że nie żyje. Doświadczony żołnierz mówi do żółtodzioba:

 

"- To mina wyskakująca. Kiedy, jak to mówią w armii, siła żywa na nią wlezie, to co się stanie z miną?

 

- Wybuchnie.

 

- Nic się nie stanie. Ale kiedy siła żywa podniesie z niej nogę, ona odskoczy i wybuchnie, rozpryskując dwa tysiące ołowianych kulek, które zabiją wszystko w promieniu 50 metrów".

 

W "Bez granic" (reż. Martin Campbell) Sarah (Angelina Jolie) ginie na niej w Czeczenii na oczach swojego kochanka z organizacji Lekarze bez Granic. W "Polach śmierci" (reż. Roland Joffé) życie na niej tracą próbujący uciec z Kambodży.

 

Wreszcie w angolskim "Bohaterze" (reż. Zézé Gamboa) żołnierz po 20 latach na wojnie wraca bez nogi, a ktoś kradnie mu protezę. Mówi na antenie radia: - Nigdy nie zapomnę jednej chwili, nawet we śnie. Dnia, w którym wpadłem na minę i straciłem nogę. Proszę, chodźcie z oczami szeroko otwartymi, żeby wam się coś takiego nie stało.

 

Kazimierz Nowak spisany

 

O bezpieczną drogę zapytałbym miejscowych, ale w Angoli na pomoc drani, którzy dorwali się do władzy, nie ma co liczyć.

 

- Wierzący? Religia? Dzieci? - szef ochrony gminnej, najwyraźniej upojony alkoholem, notuje odpowiedzi w kalendarzu. Jedna strona to informacje o mnie, Polaku przemierzającym Afrykę. A teraz druga - uwaga! - zaczyna wypytywać i całą zapisywać informacjami o Kaziemierzu Nowaku, przedwojennym podróżniku, którego śladów tu poszukuję.

 

I tak Nowak 74 lata po swojej śmierci zostaje bezwzględnie spisany.

 

Na ulicach Kwanzy, wyjątkowo ponurej miejscowości nad pełną krokodyli rzeką, od której wzięła swoją nazwę, aż roi się od zawianych urzędników i mundurowych. Po błotnistych ulicach chodzą z kałasznikowami.

 

Dwa dni wcześniej w Kuito Marie Demulier z Halo Trust, brytyjsko-amerykańskiej organizacji rozminowującej, ostrzega, że dalej na wschód na dobre skończy się asfalt. Daje nowe mapy zaminowania. Są bardziej kolorowe od poprzednich. Brnę przez błoto gruntowych dróg właśnie odnowionych przez Chińczyków. Nie mam odwagi zagadnąć chłopca bez nogi, który stoi na poboczu.

 

Księżna Diana zginęła przez miny

 

Dodać otuchy angolskim dzieciom, które tracą zdrowie przez miny, kilka lat temu pojechała Natalia Kukulska. Bo mina to też przedmiot działań celebrytek. Najbardziej zaangażowana z gwiazd to Angelina Jolie. A dawniej księżna Diana, która nagłaśniała akcję zakazu stosowania min przeciwpiechotnych. Była w Angoli i Bośni, a pod koniec 1997 roku miała się wybrać do Kambodży.

- Śmierć księżnej Diany nie była zwykłym wypadkiem - ogłosił potem znany prawnik Michael Mansfield. Zginęła - stwierdził - bo chciała ujawnić nazwiska wysoko postawionych Brytyjczyków zamieszanych w handel minami.

 

Oczyścić wszystkie kraje

 

Międzynarodowa Kampania na rzecz Zakazu Min Przeciwpoiechotnych, która w 1997 roku doprowadziła do podpisania traktatu ottawskiego i w tym samym roku dostała Pokojową Nagrodę Nobla, zamierza oczyścić wszystkie zaminowane kraje świata.

 

Już w 1988 roku zaczęto oczyszczać Afganistan, a cztery lata później Kambodżę i północny Irak. Powstały: HALO Trust (Hazardous Area Life - Support Organization), MAG (Mines Advisory Group) i inne organizacje rozminowujące.

 

Do konwencji o zakazie użycia, składowania, produkcji i przekazywania min przeciwpiechotnych nie przystąpiły dotąd między innymi: USA, Iran, Rosja, Wietnam i obie Koree.

 

Saperzy przyjdą, gdy przyjdzie czas

 

W wysuniętej na wschód olbrzymiej prowincji Moxico czerwonych i niebieskich linii na mapie będzie jeszcze więcej. Najwięcej w całym kraju. Po drodze mijam oznaczone na czerwono drzewa. Miejsca, gdzie z drogi w żadnym wypadku nie wolno zjeżdżać. Kiedy przyjdzie czas, saperzy będą przeczesywać ten teren metr po metrze. Wszystkie czerwone znaki z drzew znikną najwcześniej za kilkanaście lat.

 

Moxico sąsiaduje z Demokratyczną Republiką Konga i Zambią i teraz, dzięki saperom, pojechać już można za granicę. Ale w Moxico wciąż jest najwięcej ofiar.

 

Każdego dnia 170 tysięcy Angolczyków wychodzi z domów w strachu, czy nie wyleci na minie. W strachu, a może w nieświadomości? Wiele rodzin nie daje się przekonać. Trudno normalnie żyć, gdy nie można iść nad rzekę lub uprawiać pola. Ludzie chodzą po wodę, zbierają drewno, uprawiają warzywa, pasą zwierzęta. Niektórzy płacą za to życiem.

W zeszłym tygodniu Polska jako ostatni kraj Unii Europejskiej podpisała traktat o likwidacji min przeciwpiechotnych.

 

Nie odróżnia dziecka od żołnierza

 

Wertuję najnowszy raport o minach na świecie. Drżę na myśl, że tu, gdzie teraz jestem, może być ich najwięcej. Z Angolą w tej makabrycznej statystyce równać się mogą: Kambodża, Afganistan, Bośnia i Hercegowina.

 

W 2010 roku mina spowodowała 4191 wypadków. Zabiła przynajmniej 1155 osób. Najwięcej w Afganistanie (1211), Kolumbii (512) i Pakistanie (394).

 

Aż siedem na dziesięć jej ofiar było cywilami. Co czwarta była niepełnoletnia. Bo mina nie odróżnia stopy dziecka od stopy żołnierza.

 

Mina za 14 euro

 

Poligon w Chicala, 30 kilometrów od Lueny. Saper Joao opowiada o rozminowaniu okolicy. Dziennie wykopują tu najwyżej dziesięć min. Rząd na rozminowanie kraju wydaje krocie, ale jest nieskuteczny. Lepiej wychodzi to zagranicznym organizacjom, choć mają mniejszy budżet.

 

Miny, nawet gdy nie urywają rąk, to pogłębiają ubóstwo. Bo na najbardziej zagrożonych terenach nie uprawia się ziemi. I zaniżają poziom higieny. Bo chodzenie po wodę jest niebezpieczne.

 

Następnego dnia w Luenie Johan Botha, szef misji MAG, oprowadza po prowizorycznym muzeum. Zebrano tu dziesiątki min: - Cieszymy się z każdej wyciągniętej, ale najbardziej z wydobytej z terenu zamieszkanego. Większość podkładano przy drogach i we wsiach. W Angoli stosowano wszystkie rodzaje min. Nawet plastikowe. Były tu też polskie.

 

Polska jako ostatni kraj Unii Europejskiej ratyfikowała 21 listopada traktat ottawski o likwidacji min przeciwpiechotnych. Polska będzie musiała zniszczyć nasze zapasy min w ciągu czterech i pół roku.

Takie same miny (PMD-6 i MON), jakie wciąż są na wyposażeniu polskiej armii, oderwały nogi uczestniczkom wymyślonych przez Norwega Mortena Traavika wyborów Miss Min Przeciwpiechotnych.

 

Na pierwszej wyleciała, uciekając przed żołnierzami w okolicy Lubango, Paulina Vadi, dziś bezrobotna, 29-letnia matka trojga dzieci. Na drugiej Anita Pedro, teraz 26-letnia matka bliźniaków, marząca o pracy na straganie.

 

Wystawa ich zdjęć objechała też największe miasta Polski. Dziewczyny pokazano wraz z cenami przedmiotów, które je oszpeciły.

 

Mina, która rozszarpała Paulinę, kosztowała 14 euro. Mina Anity była droższa - 23 euro. Obu wypadków trudno było uniknąć, bo miny przeciwpiechotne - małe i często niemetalowe - są najtrudniejsze do znalezienia.

 

Owca nie wystarczy

 

Polacy mają zasługi w wykrywaniu min. Urządzenia Józefa Kosackiego, wykorzystującego fale radiowe, podczas II wojny światowej używali alianci.

 

Niemcy, którzy nie znali tego wynalazku, do rozminowywania brali nawet cywilów. Wypuszczali ich na pola, by ciałami detonowali ładunki.

 

W Bośni sądzono, że na zaminowanych terenach wystarczy wypasać owce. Ale wiele min jest tak skonstruowanych, że wybuchają dopiero pod ciężarem człowieka.

 

Niegroźne okazały się dla pingwinów, które upodobały sobie pola minowe w czasie wojny o Falklandy. Ważyły za mało, by zdetonować ładunki.

 

Byli żołnierze, są rolnicy

 

Okolic lotniska w Luenie jeszcze nie rozminowano. Do miasta docieram dzień po tym, gdy na minie stanął tam trzydziestoparolatek, ojciec kilkorga dzieci. W MAG pokazują mi jego zdjęcie. Mina rozszarpała mu stopy, tułów i ręce. Na zdjęciu leży na białym prześcieradle. Ma szczęście, że musiano mu amputować tylko jedną nogę.

 

Ofiary kieruje się do jednego z 11 coraz biedniejszych centrów ortopedycznych.

 

- Dawniej rozdawaliśmy 40 protez miesięcznie, teraz nie mamy tylu rocznie - opowiada Manuel Zango, dyrektor Regionalnego Centrum Rehabilitacji Fizycznej w Luenie, obsługującego aż trzy prowincje. - Kiedyś zajmowaliśmy się ofiarami wojny, dziś ofiarami min. Wtedy byli to żołnierze, teraz głównie rolnicy. Tylko w ubiegłym roku mieliśmy 163 pacjentów, którzy ucierpieli na minach. I tylko 30 nowych protez. Bez końca reperujemy stare.

 

W centrum rehabilitacyjnym technikiem jest Joao Batista, po godzinach trener 11 de Novembro, najlepszej drużyny jednonogich piłkarzy w kraju. - Wyspecjalizowaliśmy się w tej dyscyplinie. Mamy nawet ligę - pokazuje zdjęcia grających o kulach. Żałuje, że nie może zaprosić na mecz. Akurat jest przerwa w sezonie.

 

Chwali się za to, że reprezentacja narodowa zajęła dziewiąte miejsce w świecie, o czym pełnosprawni piłkarze w Angoli mogą tylko pomarzyć. Była jedyną drużyną złożoną wyłącznie z graczy dotkniętych urazami z powodu wybuchu min.

 

Omijać kości

 

Ostatni odcinek: z Lueny do Luau i dalej do granicy z Kongiem, jest najgorszy. - Omijać wojskowe wraki, kości zwierząt, zniszczone mosty i pojazdy. Wszędzie tam mogą być miny - ostrzega Evarysto Luis Kambembe z MAG. - Jeśli będziemy pracować pełną parą, czeka nas jeszcze nawet 15 lat rozminowywania. W samym Moxico trzeba oczyścić jeszcze 290 wiosek i 515 pól. W sumie 126 mln m kw.

 

W MAG słyszę, że saperom pracę utrudnia brak dokumentacji o rozmieszczeniu min. Ostatnie podkładano jeszcze w 2002 roku. - Z tego okresu jest ich najwięcej - ocenia Kambembe. Pola minowe po rozpoznaniu są znakowane. Czekają na oczyszczenie. Mimo to ludzie wciąż na nich giną, bo oznaczenia zabierają wandale.

 

Konwencja ottawska dawała Angoli czas na rozminowanie do przyszłego roku. Podczas niedawnego spotkania stron konwencji w Genewie Angola poprosiła o przedłużenie tego terminu o kolejne pięć lat.

Na całym świecie w 2010 r. rozminowano rekordowe 200 km kw. pól minowych. Wyciągnięto prawie 400 tys. min antypiechotnych i ponad 27 tys. przeciwczołgowych. Najwięcej w Afganistanie, Kambodży, Chorwacji, Iraku i na Sri Lance (w których przeprowadzono 80 proc. wszystkich akcji). Wydano na to ponad 600 mln dol. Najwięcej pieniędzy pochodziło z USA, Komisji Europejskiej, Japonii, Norwegii i Kanady. Najwięcej skierowano m.in. do Angoli.

 

Miss marzy o protezie

 

Augusta Urica kilka miesięcy po stracie nogi straciła na wojnie ojca. A także - z powodu kalectwa - szacunek ludzi. Od piękności, ale beznogiej, niejeden się odwrócił. Samotnie wychowuje kilkuletnią córkę.

 

Kiedy kilka lat temu została Miss Min Przeciwpiechotnych, przez chwilę poczuła się na szczycie. Odżyły marzenia. Chciała studiować psychologię. - Padało wiele obietnic, niewiele zostało spełnionych - opowiada. O studiach zapomniała. Tak jak o obiecywanej pomocy dla ofiar min. - Najwyraźniej ktoś tę pomoc rozkrada po drodze. Bogactwa Angoli chyba nie są dla nas.

 

Urica nie potrzebuje wiele. Zależy jej na dobrej protezie. Ta wyprodukowana przez najlepszą klinikę ortopedyczną w Norwegii jest już zniszczona. Nie ma jej kto naprawić. Na nową nie ma co liczyć. Nawet jeśli jest się Miss Min Przeciwpiechotnych.

 

Mirosław Wlekły - Tekst ukazał się w "Dużym Formacie" 27.11.2012

 

EN

PL

Rekolektyw.pl logo.png

Mirosław Wlekły

 

Miss Mina

 

Na minie wyleciała w powietrze Paulina Vadi, dziś bezrobotna, 29-letnia matka trojga dzieci. A także Anita Pedro, 26-letnia matka bliźniaków marząca o pracy na straganie

 

Nie czuła bólu. Szła jeszcze, utykając. Przewróciła się. Pomyślała: zginęłam. A potem się rozpłakała.

 

Augusta Chilombo Heriqueta Urica, córka rolników z Angoli, po wodę do rzeki chodziła codziennie. Jak inne dziewczyny: z nadzieją, że wróci.

 

Tamtego dnia niektóre znalazła martwe, inne ranne. Auguście oderwało nogę.

 

Gdy ratowali ją w szpitalu, przez pomyłkę o jej śmierci powiadomiono rodzinę.

 

Kilka lat później została Miss Min Przeciwpiechotnych. W nagrodę dostała nowoczesną protezę, wyprodukowaną przez najlepszą klinikę ortopedyczną w Norwegii.

 

Puszka z paprykarzem

 

Mina. Mówią, że jest długowieczna. Właściwie nieśmiertelna. Wybucha, gdy człowiek jej dotknie. Rani. Czasami zabija.

 

Wygląda jak papierośnica, puszka z paprykarzem szczecińskim albo pudełko na taśmę filmową. Najprostszą można zrobić z opakowania po konserwie, kamieni, kostki trotylu i zapalnika.

 

Opowiadają o niej tak straszne rzeczy, że postanowiłem ją poznać. Rowerem wyruszam z Luandy. Chcę przejechać całą Angolę, aż do granicy z Demokratyczną Republiką Konga.

 

Kolorowe drogi

 

Po Angoli bez mapy lepiej się nie ruszać. Nie topograficznej, która pokazywałaby, gdzie płaskowyż, a gdzie zielona dolina. I nie politycznej, z którą odwiedzałoby się miasta i prowincje. Jedyna gwarantująca przeżycie, jedyna, która pozwoli na dojechanie do celu z parą rąk i nóg, to mapa zaminowania.

 

Drogi czerwone - miny. Niebieskie - prawdopodobnie miny. Żółte i zielone - może ich nie ma. Czarne - teren rozminowany. Tych ostatnich jest w Angoli najmniej na świecie.

 

Im dalej na wschód, tym niebezpieczniej.

 

Tam, gdzie mówią w kimbundu, nie jest źle. Gdzie język zamienia się na umbundu, trzeba mieć się na baczności. Gdzie tchokwe, lepiej nie jechać. Im bliżej Konga - tym na mapie więcej niebieskiego i czerwonego.

 

Prosta robota

 

Dłuższe odpoczynki urządzam tylko przy bezpiecznych drogach. Wtedy czytam o minach. Z najnowszego raportu "Landmine and Cluster Munition Monitor" dowiaduję się, że spotkać ją można w 72 krajach świata. Na polach, łąkach, w lasach, we wsiach, na mostach i na drogach.

 

160 milionów sztuk zalega wciąż w magazynach 39 państw. 12 krajów nadal ją produkuje. Ostatnio podkładana była w Izraelu, Libii, Birmie, Afganistanie, Kolumbii i Pakistanie.

 

To prosta robota. Nie trzeba być saperem. Zakopuje się ją pod ziemią, układa na ziemi. Można wyrzucić z wyrzutni, z samolotu albo ukryć pod wodą. Jest tak skonstruowana, że gdy się na nią nadepnie, najedzie lub wpłynie, wybucha.

 

Mięso młodych krewnych

 

Mijam Dondo, Kamungo, Alto Hama, kiedyś malownicze, dziś zniszczone wojną miasteczka. Dojeżdżam do Huambo. Okropne historie krążą po tej okolicy od dawna. Jedna z legend mówi, że Huambo Kalunga, wioskowy król, od którego imienia wzięło nazwę miasto, gustował w mięsie swoich młodych krewnych. Miał apetyt. Rodzina nie zdążała dostarczać pożywienia.

 

Zaś w pobliskim Caala uważano, że monarcha nie mógł iść do grobu samotnie. Żywcem zakopywano z nim najpiękniejsze kobiety w wiosce.

 

Ale to, co stało się w drugiej połowie poprzedniego wieku, było gorsze od najstraszniejszych opowieści z tych okolic.

 

Nieważne, kto strzelał

 

Rozpoczęło się od wystąpienia przeciw portugalskim kolonizatorom. Bojownicy Ludowego Ruchu Wyzwolenia Angoli (MPLA) zaatakowali więzienie w Luandzie 4 lutego 1961 roku. Po 14 latach wojny partyzanckiej państwo ogłosiło niepodległość.

Ale kiedy wyprowadzili się Portugalczycy, konflikt, zamiast ustać, przerodził się w jeszcze krwawszą wojnę domową. Marksistowska MPLA, Narodowy Front Wyzwolenia Angoli (FNLA) i Krajowy Związek na rzecz Całkowitego Wyzwolenia Angoli (UNITA) rozpoczęły rzeź.

 

W wielkiej łapance nie przepuszczono nikomu. Ojcu, synowi, a nawet wnukowi. Walczące strony przeczesywały wioskę po wiosce. Siłą mobilizowały do armii. Kto odmawiał, ginął.

 

Szczęściarze przeczekali wojnę w ukryciu. Jak Mariano Kapuma, 40-letni katecheta, jeden z najstarszych mężczyzn we wsi Quipeio. W dżunglach otaczających najwyższy szczyt Angoli Moco de Morro ukrywał się przez 16 lat.

 

Albo inaczej, jak Ernesto Davoka (Ernesto Nadzieja), który zamiast dostać kulkę w skroń, dostał się do więzienia. Siedział pięć lat.

 

Wojna skończyła się w 2002 roku i była jedną z najdłuższych na świecie. Zginęło nawet milion ludzi. Zwycięskie MPLA przejęło władzę. I od razu skończyły się spory. Dziś nikogo już nie interesuje, kto walczył dla MPLA, a kto dla UNITA. Nikt nie dochodzi, kto strzelał do ojca czy syna. Niedawny wróg znów w zgodzie żyje obok wroga. Przedziwne, jak wojna może z dnia na dzień zmienić się w pokój. Przedziwne, jak dawno zakończona wojna może wciąż zabijać. Robić z ludzi inwalidów. Sprawcą nieszczęść są miny. Podłożono ich tu 15 milionów.

 

Zdaniem chirurgów

 

We wciąż zrujnowanym po wojnie Huambo akurat działa internet. Do wyszukiwarki wpisuję jej imię. Sieć podpowiada mi, że jej ojczyzną są Chiny. Podobno pierwsza wybuchła tam już w III wieku. To mało prawdopodobne, bo proch Chińczycy wynaleźli o wiele później. Ale na pewno używano jej w XIII stuleciu.

 

Pierwszą w Europie skonstruował hiszpański żołnierz Pedro Navarro, który w 1495 roku wysadził Castello Nuovo w Neapolu. W wojnie rosyjsko-tureckiej (1877-78) po raz pierwszy wybuchała pod wpływem nacisku. A podczas I wojny światowej Brytyjczycy zamiast ładunku wybuchowego zaczęli wkładać do niej trujący gaz.

 

Prawdziwym przełomem była II wojna światowa. Podłożono ich wtedy kilkadziesiąt milionów. Była tak tania, łatwa w produkcji i skuteczna, że w XX wieku brała udział w niemal każdym konflikcie. Coraz częściej jej ofiarami padali cywile.

 

Chirurdzy twierdzą, że rany przez nią spowodowane są najgorsze, z jakimi mają do czynienia podczas wojen. Odrywa jedną lub obie nogi, wbija w ciało grudki ziemi, fragmenty swojej obudowy, części obuwia i kości. Jeśli wybucha przy przenoszeniu, uszkadza ręce, twarz, brzuch i klatkę piersiową. Powoduje ślepotę, urazy psychiczne. Pod warunkiem że daruje życie.

 

Nie omijać kałuż

 

W okolicach Chinguar, w samym sercu kraju, lepiej na nią uważać. Na mapie coraz częściej czarne zamienia się w żółte lub zielone.

 

Ktoś mi dobrze poradził: siusiu lepiej robić na drogę, zamiast wchodzić w krzaki; kałuże - lepiej w nie wjechać, niż omijać poboczem.

 

Rozminowuje się drogi. Na polach, łąkach i w lasach ludzie nadal tracą kończyny.

 

Ksiądz Agostinho nieraz wyjeżdżał pick-upem za miasto. Tylko kwestią czasu było, kiedy trafi na minę. Któregoś razu auto wyleciało jak z katapulty. Pasażerowie zginęli. Ksiądz ledwie dotarł do plebanii. Dziś jest proboszczem w tej samej parafii. Wyjeżdżając z domu, myśli o minach.

Zakończona dziesięć lat temu wojna wciąż zabija. Każdego roku od kilkunastu do ponad stu Angolczyków. Jeszcze więcej jest rannych. - Zazwyczaj udaje się ich uratować - powie mi potem Evarysto Luis Kambembe, pracownik MAG, brytyjskiej organizacji rozminowującej Angolę. - Ale jeśli szpital jest bardzo daleko, wykrwawiają się po drodze.

 

Gwiazda filmowa

 

Zdrowie tracili przez nią znani ludzie. Robert Capa, guru fotoreporterów, autor zdjęć z pięciu wojen, zginął na niej w Indochinach z aparatem Contax w ręce.

 

Kapuściński pisał o niej w "Jeszcze dzień życia": "Śmierć dopada z ukrycia, czyha pod piaskiem, pod kamieniem, pod kępą tarniny. Ziemia była kiedyś źródłem życia, spichlerzem, dobrem pożądanym. Teraz, w tamtych stronach, człowiek patrzy na ziemię podejrzliwie, nieufnie, z lękiem i nienawiścią".

 

Pisze też Arturo Pérez-Reverte w "Bataliście": "Zauważyłem, że trawa w rowie rosła prosto. Wysoka i nietknięta. Nikt po niej nie chodził. Marković cmoknął. Znał różnicę między trawą zdeptaną i niezdeptaną".

 

W filmie "Ziemia niczyja" (reż. Danis Tanović) serbscy żołnierze dla zabawy podkładają ją pod ciało bośniackiego żołnierza, myśląc, że nie żyje. Doświadczony żołnierz mówi do żółtodzioba:

 

"- To mina wyskakująca. Kiedy, jak to mówią w armii, siła żywa na nią wlezie, to co się stanie z miną?

 

- Wybuchnie.

 

- Nic się nie stanie. Ale kiedy siła żywa podniesie z niej nogę, ona odskoczy i wybuchnie, rozpryskując dwa tysiące ołowianych kulek, które zabiją wszystko w promieniu 50 metrów".

 

W "Bez granic" (reż. Martin Campbell) Sarah (Angelina Jolie) ginie na niej w Czeczenii na oczach swojego kochanka z organizacji Lekarze bez Granic. W "Polach śmierci" (reż. Roland Joffé) życie na niej tracą próbujący uciec z Kambodży.

 

Wreszcie w angolskim "Bohaterze" (reż. Zézé Gamboa) żołnierz po 20 latach na wojnie wraca bez nogi, a ktoś kradnie mu protezę. Mówi na antenie radia: - Nigdy nie zapomnę jednej chwili, nawet we śnie. Dnia, w którym wpadłem na minę i straciłem nogę. Proszę, chodźcie z oczami szeroko otwartymi, żeby wam się coś takiego nie stało.

 

Kazimierz Nowak spisany

 

O bezpieczną drogę zapytałbym miejscowych, ale w Angoli na pomoc drani, którzy dorwali się do władzy, nie ma co liczyć.

 

- Wierzący? Religia? Dzieci? - szef ochrony gminnej, najwyraźniej upojony alkoholem, notuje odpowiedzi w kalendarzu. Jedna strona to informacje o mnie, Polaku przemierzającym Afrykę. A teraz druga - uwaga! - zaczyna wypytywać i całą zapisywać informacjami o Kaziemierzu Nowaku, przedwojennym podróżniku, którego śladów tu poszukuję.

 

I tak Nowak 74 lata po swojej śmierci zostaje bezwzględnie spisany.

 

Na ulicach Kwanzy, wyjątkowo ponurej miejscowości nad pełną krokodyli rzeką, od której wzięła swoją nazwę, aż roi się od zawianych urzędników i mundurowych. Po błotnistych ulicach chodzą z kałasznikowami.

 

Dwa dni wcześniej w Kuito Marie Demulier z Halo Trust, brytyjsko-amerykańskiej organizacji rozminowującej, ostrzega, że dalej na wschód na dobre skończy się asfalt. Daje nowe mapy zaminowania. Są bardziej kolorowe od poprzednich. Brnę przez błoto gruntowych dróg właśnie odnowionych przez Chińczyków. Nie mam odwagi zagadnąć chłopca bez nogi, który stoi na poboczu.

 

Księżna Diana zginęła przez miny

 

Dodać otuchy angolskim dzieciom, które tracą zdrowie przez miny, kilka lat temu pojechała Natalia Kukulska. Bo mina to też przedmiot działań celebrytek. Najbardziej zaangażowana z gwiazd to Angelina Jolie. A dawniej księżna Diana, która nagłaśniała akcję zakazu stosowania min przeciwpiechotnych. Była w Angoli i Bośni, a pod koniec 1997 roku miała się wybrać do Kambodży.

- Śmierć księżnej Diany nie była zwykłym wypadkiem - ogłosił potem znany prawnik Michael Mansfield. Zginęła - stwierdził - bo chciała ujawnić nazwiska wysoko postawionych Brytyjczyków zamieszanych w handel minami.

 

Oczyścić wszystkie kraje

 

Międzynarodowa Kampania na rzecz Zakazu Min Przeciwpoiechotnych, która w 1997 roku doprowadziła do podpisania traktatu ottawskiego i w tym samym roku dostała Pokojową Nagrodę Nobla, zamierza oczyścić wszystkie zaminowane kraje świata.

 

Już w 1988 roku zaczęto oczyszczać Afganistan, a cztery lata później Kambodżę i północny Irak. Powstały: HALO Trust (Hazardous Area Life - Support Organization), MAG (Mines Advisory Group) i inne organizacje rozminowujące.

 

Do konwencji o zakazie użycia, składowania, produkcji i przekazywania min przeciwpiechotnych nie przystąpiły dotąd między innymi: USA, Iran, Rosja, Wietnam i obie Koree.

 

Saperzy przyjdą, gdy przyjdzie czas

 

W wysuniętej na wschód olbrzymiej prowincji Moxico czerwonych i niebieskich linii na mapie będzie jeszcze więcej. Najwięcej w całym kraju. Po drodze mijam oznaczone na czerwono drzewa. Miejsca, gdzie z drogi w żadnym wypadku nie wolno zjeżdżać. Kiedy przyjdzie czas, saperzy będą przeczesywać ten teren metr po metrze. Wszystkie czerwone znaki z drzew znikną najwcześniej za kilkanaście lat.

 

Moxico sąsiaduje z Demokratyczną Republiką Konga i Zambią i teraz, dzięki saperom, pojechać już można za granicę. Ale w Moxico wciąż jest najwięcej ofiar.

 

Każdego dnia 170 tysięcy Angolczyków wychodzi z domów w strachu, czy nie wyleci na minie. W strachu, a może w nieświadomości? Wiele rodzin nie daje się przekonać. Trudno normalnie żyć, gdy nie można iść nad rzekę lub uprawiać pola. Ludzie chodzą po wodę, zbierają drewno, uprawiają warzywa, pasą zwierzęta. Niektórzy płacą za to życiem.

W zeszłym tygodniu Polska jako ostatni kraj Unii Europejskiej podpisała traktat o likwidacji min przeciwpiechotnych.

 

Nie odróżnia dziecka od żołnierza

 

Wertuję najnowszy raport o minach na świecie. Drżę na myśl, że tu, gdzie teraz jestem, może być ich najwięcej. Z Angolą w tej makabrycznej statystyce równać się mogą: Kambodża, Afganistan, Bośnia i Hercegowina.

 

W 2010 roku mina spowodowała 4191 wypadków. Zabiła przynajmniej 1155 osób. Najwięcej w Afganistanie (1211), Kolumbii (512) i Pakistanie (394).

 

Aż siedem na dziesięć jej ofiar było cywilami. Co czwarta była niepełnoletnia. Bo mina nie odróżnia stopy dziecka od stopy żołnierza.

 

Mina za 14 euro

 

Poligon w Chicala, 30 kilometrów od Lueny. Saper Joao opowiada o rozminowaniu okolicy. Dziennie wykopują tu najwyżej dziesięć min. Rząd na rozminowanie kraju wydaje krocie, ale jest nieskuteczny. Lepiej wychodzi to zagranicznym organizacjom, choć mają mniejszy budżet.

 

Miny, nawet gdy nie urywają rąk, to pogłębiają ubóstwo. Bo na najbardziej zagrożonych terenach nie uprawia się ziemi. I zaniżają poziom higieny. Bo chodzenie po wodę jest niebezpieczne.

 

Następnego dnia w Luenie Johan Botha, szef misji MAG, oprowadza po prowizorycznym muzeum. Zebrano tu dziesiątki min: - Cieszymy się z każdej wyciągniętej, ale najbardziej z wydobytej z terenu zamieszkanego. Większość podkładano przy drogach i we wsiach. W Angoli stosowano wszystkie rodzaje min. Nawet plastikowe. Były tu też polskie.

 

Polska jako ostatni kraj Unii Europejskiej ratyfikowała 21 listopada traktat ottawski o likwidacji min przeciwpiechotnych. Polska będzie musiała zniszczyć nasze zapasy min w ciągu czterech i pół roku.

Takie same miny (PMD-6 i MON), jakie wciąż są na wyposażeniu polskiej armii, oderwały nogi uczestniczkom wymyślonych przez Norwega Mortena Traavika wyborów Miss Min Przeciwpiechotnych.

 

Na pierwszej wyleciała, uciekając przed żołnierzami w okolicy Lubango, Paulina Vadi, dziś bezrobotna, 29-letnia matka trojga dzieci. Na drugiej Anita Pedro, teraz 26-letnia matka bliźniaków, marząca o pracy na straganie.

 

Wystawa ich zdjęć objechała też największe miasta Polski. Dziewczyny pokazano wraz z cenami przedmiotów, które je oszpeciły.

 

Mina, która rozszarpała Paulinę, kosztowała 14 euro. Mina Anity była droższa - 23 euro. Obu wypadków trudno było uniknąć, bo miny przeciwpiechotne - małe i często niemetalowe - są najtrudniejsze do znalezienia.

 

Owca nie wystarczy

 

Polacy mają zasługi w wykrywaniu min. Urządzenia Józefa Kosackiego, wykorzystującego fale radiowe, podczas II wojny światowej używali alianci.

 

Niemcy, którzy nie znali tego wynalazku, do rozminowywania brali nawet cywilów. Wypuszczali ich na pola, by ciałami detonowali ładunki.

 

W Bośni sądzono, że na zaminowanych terenach wystarczy wypasać owce. Ale wiele min jest tak skonstruowanych, że wybuchają dopiero pod ciężarem człowieka.

 

Niegroźne okazały się dla pingwinów, które upodobały sobie pola minowe w czasie wojny o Falklandy. Ważyły za mało, by zdetonować ładunki.

 

Byli żołnierze, są rolnicy

 

Okolic lotniska w Luenie jeszcze nie rozminowano. Do miasta docieram dzień po tym, gdy na minie stanął tam trzydziestoparolatek, ojciec kilkorga dzieci. W MAG pokazują mi jego zdjęcie. Mina rozszarpała mu stopy, tułów i ręce. Na zdjęciu leży na białym prześcieradle. Ma szczęście, że musiano mu amputować tylko jedną nogę.

 

Ofiary kieruje się do jednego z 11 coraz biedniejszych centrów ortopedycznych.

 

- Dawniej rozdawaliśmy 40 protez miesięcznie, teraz nie mamy tylu rocznie - opowiada Manuel Zango, dyrektor Regionalnego Centrum Rehabilitacji Fizycznej w Luenie, obsługującego aż trzy prowincje. - Kiedyś zajmowaliśmy się ofiarami wojny, dziś ofiarami min. Wtedy byli to żołnierze, teraz głównie rolnicy. Tylko w ubiegłym roku mieliśmy 163 pacjentów, którzy ucierpieli na minach. I tylko 30 nowych protez. Bez końca reperujemy stare.

 

W centrum rehabilitacyjnym technikiem jest Joao Batista, po godzinach trener 11 de Novembro, najlepszej drużyny jednonogich piłkarzy w kraju. - Wyspecjalizowaliśmy się w tej dyscyplinie. Mamy nawet ligę - pokazuje zdjęcia grających o kulach. Żałuje, że nie może zaprosić na mecz. Akurat jest przerwa w sezonie.

 

Chwali się za to, że reprezentacja narodowa zajęła dziewiąte miejsce w świecie, o czym pełnosprawni piłkarze w Angoli mogą tylko pomarzyć. Była jedyną drużyną złożoną wyłącznie z graczy dotkniętych urazami z powodu wybuchu min.

 

Omijać kości

 

Ostatni odcinek: z Lueny do Luau i dalej do granicy z Kongiem, jest najgorszy. - Omijać wojskowe wraki, kości zwierząt, zniszczone mosty i pojazdy. Wszędzie tam mogą być miny - ostrzega Evarysto Luis Kambembe z MAG. - Jeśli będziemy pracować pełną parą, czeka nas jeszcze nawet 15 lat rozminowywania. W samym Moxico trzeba oczyścić jeszcze 290 wiosek i 515 pól. W sumie 126 mln m kw.

 

W MAG słyszę, że saperom pracę utrudnia brak dokumentacji o rozmieszczeniu min. Ostatnie podkładano jeszcze w 2002 roku. - Z tego okresu jest ich najwięcej - ocenia Kambembe. Pola minowe po rozpoznaniu są znakowane. Czekają na oczyszczenie. Mimo to ludzie wciąż na nich giną, bo oznaczenia zabierają wandale.

 

Konwencja ottawska dawała Angoli czas na rozminowanie do przyszłego roku. Podczas niedawnego spotkania stron konwencji w Genewie Angola poprosiła o przedłużenie tego terminu o kolejne pięć lat.

Na całym świecie w 2010 r. rozminowano rekordowe 200 km kw. pól minowych. Wyciągnięto prawie 400 tys. min antypiechotnych i ponad 27 tys. przeciwczołgowych. Najwięcej w Afganistanie, Kambodży, Chorwacji, Iraku i na Sri Lance (w których przeprowadzono 80 proc. wszystkich akcji). Wydano na to ponad 600 mln dol. Najwięcej pieniędzy pochodziło z USA, Komisji Europejskiej, Japonii, Norwegii i Kanady. Najwięcej skierowano m.in. do Angoli.

 

Miss marzy o protezie

 

Augusta Urica kilka miesięcy po stracie nogi straciła na wojnie ojca. A także - z powodu kalectwa - szacunek ludzi. Od piękności, ale beznogiej, niejeden się odwrócił. Samotnie wychowuje kilkuletnią córkę.

 

Kiedy kilka lat temu została Miss Min Przeciwpiechotnych, przez chwilę poczuła się na szczycie. Odżyły marzenia. Chciała studiować psychologię. - Padało wiele obietnic, niewiele zostało spełnionych - opowiada. O studiach zapomniała. Tak jak o obiecywanej pomocy dla ofiar min. - Najwyraźniej ktoś tę pomoc rozkrada po drodze. Bogactwa Angoli chyba nie są dla nas.

 

Urica nie potrzebuje wiele. Zależy jej na dobrej protezie. Ta wyprodukowana przez najlepszą klinikę ortopedyczną w Norwegii jest już zniszczona. Nie ma jej kto naprawić. Na nową nie ma co liczyć. Nawet jeśli jest się Miss Min Przeciwpiechotnych.

 

Mirosław Wlekły - Tekst ukazał się w "Dużym Formacie" 27.11.2012

 

EN

PL